Teresa Bloch
Polityka i Strategia
Wieś polska a proces globalizacji
NPW 9-10,
2000
Ruch globalistyczny
narodził się w 1776 r. Jego twórcą był Adam Weishaupt. Powołana przez
niego organizacja
iluminatów (Zakonu Oświeconych) miała przygotować swoich członków do
zbudowania rządu światowego, kontrolującego wszystkie dziedziny życia. Architekci nowego porządku
odrzucili wartości chrześcijańskie, stawiając
wyłącznie na pieniądz. Ta absurdalna,
antyhumanistyczna idea bardzo szybko przekształciła się w ideologię,
którą międzynarodowi potentaci finansowi
zaczęli wcielać w życie. Najłatwiej jest zjednać ludzi dla nowych
prądów poprzez sukcesy gospodarcze,
zwłaszcza takie, które pozwalają żyć przeciętnemu obywatelowi na
średnim, a nawet wyższym poziomie materialnym. Zajęci staraniami o utrzymanie osiągniętego standardu, ludzie mało uwagi poświęcają polityce i kulturze, a
jeszcze mniej religii, tym bardziej że stawia ona przed
nimi wymagania natury moralnej. Twórcy globalizacji nie próżnowali w
tym czasie, lecz zakładali
organizacje międzynarodowe ze wspaniałymi programami,
przejmując powoli i niepostrzeżenie kompetencje
rządów państw narodowych. Tym działaniom sprzyjał wiek XX, naznaczony
wojnami światowymi, po których następowała degradacja materialna i
biologiczna ludzkości. Tak więc po I wojnie światowej powstała Liga
Narodów i Królewski Instytut Spraw Międzynarodowych, a po II wojnie
światowej takie organizacje międzynarodowe, jak
ONZ i jej liczne agendy, Grupa Bilderberg, Klub Rzymski, EWG, RWPG,
Komisja Trójstronna, NATO i inne.
Dopóty, dopóki istniała dwubiegunowa
polaryzacja ustrojowa w świecie: kapitalizm – komunizm,
czyli do 1989 r., działania twórców globalizacji były
systematyczne, ale utajnione. Przezorność nakazywała im
nie odkrywać kart w okresie ostrej rywalizacji zbrojeniowej pomiędzy
Wschodem i Zachodem, która wskutek
swej intensywności mogła doprowadzić do wojny nuklearnej i zniszczenia
świata. Chodziło także o to, aby utwierdzić społeczeństwa zachodnie w
przekonaniu, że jedynym ustrojem zapewniającym bogactwo, wolność i
bezpieczeństwo jest liberalny kapitalizm.
Po
upadku komunizmu idei globalistycznej nadano rozgłos w światowych
środkach masowego przekazu, przedstawiając ją jako dobrodziejstwo dla
ludzkości. Globaliści dysponują
argumentami, które są atrakcyjne dla ludzi, ponieważ odnoszą się do
wszystkich sfer życia, od codziennego do międzynarodowego. Na pierwszy
plan wysuwają sprawę wyżywienia ludzi i dysproporcje, jakie istnieją w
konsumpcji pomiędzy krajami bogatymi i biednymi. Przestrzegają także
przed masowymi ruchami migracyjnymi, które nasilą się w wyniku wojen, poszukiwaniu
chleba, wolności, a nawet dobrobytu. Zagrażają one państwom rozwiniętym
w podwójny sposób: po pierwsze migranci ofiarowują tanio swoją pracę,
wywołując niezadowolenie autochtonów, którym spadają płace realne, a po
drugie inspirują powstawanie ruchów
totalitarnych, zagrażających ładowi społecznemu i politycznemu.
Globaliści wykorzystują argumenty ekologiczne, niezwykle nośne i ważne
w swojej wymowie. Istotnie, nikt nie może przejść obojętnie obok
niszczenia zasobów naturalnych Ziemi i emitowania zanieczyszczeń do
atmosfery. Sedno sprawy tkwi jednak
w tym, że to kraje bogate, eksploatując bogactwa naturalne krajów
biednych, są bezkarne i to one przede wszystkim zatruwają środowisko
naturalne. Afryka na przykład jest
kontynentem zasobnym w chrom, platynę, mangan, ropę naftową, ale z
surowców tych korzystają mocarstwa i
supermocarstwa, w
zamian dostarczając ludności afrykańskiej gotowe produkty przemysłowe.
Pomoc przyznawana krajom biednym w postaci inwestycji jest nową formą
wyzysku, ponieważ lokuje się tam takie zakłady przemysłowe, których
produkcją nie są zainteresowane rodzime państwa. Tubylcy
dostarczają taniej siły roboczej i gwarantują zbyt towarów
po zawyżonych cenach.
Szczycą się państwa bogate swoją filantropią wobec państw biednych w
zakresie dostarczania pomocy żywnościowej. Jednakże pomoc żywnościowa
odgrywa swoją pozytywną
rolę tylko wówczas, gdy
jest
dostarczana jednorazowo po klęskach żywiołowych bądź nagłych
konfliktach. Natomiast systematyczne jej przekazywanie w
niedostatecznych ilościach, tak jak to czynią kraje bogate wobec krajów biednych, powoduje
lenistwo i wywołuje zawód u ludności
głodującej, którą należałoby raczej nauczyć
produkować żywność w trudnych warunkach
klimatycznych.
Ideologia globalistyczna zyskuje poparcie społeczeństw bogatych, które
są zainteresowane przynajmniej
utrzymaniem status quo na świecie. Obawiają się one
bowiem ruchów separatystycznych, które mogą zachwiać porządkiem
społecznym. Boją się też solidarności pomiędzy krajami biednymi,
mogącymi zaprzestać płacenia lichwiarskich
procentów od zaciągniętych długów, a przede wszystkim odmówić
przyjmowania do siebie toksycznych i
radioaktywnych śmieci. W rządzie globalnym widzą
instytucję zdolną powstrzymać degradację środowiska naturalnego. Liczą
też na to, że dobre i egzekwowalne prawo zabezpieczy wszystkim pokój, a
rozwój nauki doprowadzi do opanowania przestrzeni kosmicznej. Nie
dostrzegają, a nawet nie przeczuwają tego, że globaliści
doprowadzą do totalitarnego zniewolenia nie tylko ludzi biednych, ale
także bogatych.
Dotychczas na kanwie trzech płaszczyzn: politycznej, gospodarczej i
religijnej, zostało
uregulowane współistnienie i współdziałanie ludzi różnych ras i
języków. Wymiana myśli, zdobyczy naukowych i technicznych umożliwiała rozwój
cywilizacyjny i kulturalny ludzkości. A zatem proces globalizacji
będzie zmierzał sukcesywnie do ich opanowania i podporządkowania
jednemu ośrodkowi decyzyjnemu.
Po rozkładzie Związku Radzieckiego Stany Zjednoczone już blisko
dziesięć lat pełnią rolę żandarma na naszej planecie. Taki stan nie
będzie jednak trwał w nieskończoność, ponieważ na
kontynencie azjatyckim wyrasta druga siła – Chiny i Japonia, zdolna nie
tylko zapełnić próżnię po państwie sowieckim, ale nawet dyktować warunki obecnym
mocarstwom. Aby zapobiec takiemu scenariuszowi, Stany Zjednoczone liczą
na wsparcie Europy, która traktatami w Maastricht, Schengen i
Amsterdamie kończy rozpoczęty w 1957 r.
proces unifikacji. Problem
jednak tkwi w tym, że po czterdziestu latach szerzenia ateizmu i
kosmopolityzmu, niezależnie od osiągniętego dobrobytu,
państwa wchodzące w skład Unii Europejskiej
zachowały swoją odrębność narodową, a nawet wiarę, czyli nie spełniły
podstawowego warunku wymaganego przez globalistów, mianowicie nie
stały się wyłącznie skupiskiem regionów, połączonych jedynie więzami
ekonomicznymi. Co więcej, po upadku komunizmu do zagospodarowania są państwa Europy Środkowo-Wschodniej, zasobne w
surowce naturalne, ale zniszczone
materialnie i moralnie przez system totalitarny, które w dalszym ciągu
obawiają się Rosji jako
mocarstwa atomowego i pragną wyjść z kryzysu gospodarczego. Tłumaczy to
ich determinację do jak najszybszej integracji z Unią Europejską.
Przeszkodami na tej drodze
są: ubóstwo, problemy narodowościowe, duży procent
ludności wiejskiej i cieszący się autorytetem Kościół, który pomógł narodom tego regionu zachować swoją tożsamość.
Dzisiaj globaliści nie są w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie: Czy Europa, będąca kolebką kultury,
zajmie pozycję podmiotu i trzeciej siły, czy przyjmie
dyktat międzynarodowego, bezimiennego kapitału i zaaprobuje system
dwubiegunowy? Jedno
jest pewne: w procesie unifikacji stawiają na kapitał i na Niemców ze
względu na ich aspiracje polityczne i silną gospodarkę. Liczą, że
Niemcom uda się zunifikować Europę. Na tym
etapie globalizacji jej twórcy selektywnie
dobierają naukowców; którzy za pomocą
argumentów ze swoich dziedzin, starają się
przekonać inteligencję o konieczności tworzenia jednego rządu. Publicyści i dziennikarze
spełnią rolę pasa transmisyjnego,
nachalnie i hałaśliwie upowszechniając idee globalistyczne, natomiast urzędnicy konsekwentnie wykonują polecenia
swoich mocodawców.
W kontekście tych rozważań o
globalizmie zasadne wydaje się pytanie: Jaką cenę zapłaci Polska za
przystąpienie do Unii Europejskiej, która stanowi ogniwo w systemie
globalistycznym?
Globaliści, jak wskazują dokumenty dołączone do opracowania G.H. Kah (The demonic roots of globalism, (1995), opracowali już dwa
statuty: pierwszy dla stowarzyszenia Konstytucji i Parlamentu Świata, a
drugi dla komisji przygotowującej światowe Zgromadzenie Ustawodawcze.
Dołączyli do nich listę światowych organizacji i plany działania na
rzecz Nowego Świata. Ponadto północnoamerykańskie Centrum
do Spraw Polski „Studium”, pod koniec 1997 r. ogłosiło raport „Nowy porządek do roku 2025”,
którego współautorami byli: Leszek Balcerowicz, Bronisław Geremek,
Janusz Onyszkiewicz, Andrzej Targowski i Zbigniew Brzeziński. W
raporcie przewidziano cztery etapy tworzenia Nowego Porządku:
1945-1975, 1976-1989, 1990-2000 oraz 2001-2025. Myślą przewodnią
dokumentu jest uczynienie z narodu polskiego nowoczesnego
społeczeństwa. Poziom nowoczesności mierzony będzie tolerancją wobec
sekt, aborcji,
eutanazji, homoseksualizmu i innych wynaturzeń natury społecznej i
politycznej. Rolę edukatorów mają pełnić nauczyciele i księża. Powyższe
oczekiwania są sprzeczne z chrześcijańskim systemem wartości, którego –
jak dotychczas – przestrzega w mniejszym
lub większym stopniu znacząca część naszego narodu, w tym szczególnie
polska wieś.
Nasi rolnicy są najbardziej samodzielną częścią narodu, przywiązaną do
wiary, polskości i własności. Wykazują największy dystans do tego
wszystkiego, co obce. W ciągu tysiąclecia dali wiele przykładów męstwa,
żywili cały naród, nie zrażali się niesprawiedliwością, wytrwale
walczyli o swoje prawa. Wystarczy powołać się na ich patriotyczną
postawę w latach 1914, 1920, 1939 i determinację, z jaką bronili
resztek wolności w czasie referendum i
sfałszowanych wyborów w 1947 r. Przeciwstawili się kolektywizacji, co
wielu z nich przypłaciło pobytem w więzieniach. Po II wojnie światowej
przyjęli na swoje barki ciężar odbudowania zrujnowanego kraju. Dzieci z
licznych chłopskich rodzin zaludniły miasta. Rolnicy razem z
robotnikami w wielkim mozole i z poświęceniem pomnażali majątek
narodowy. W III Rzeczypospolitej jako
właściciele ziemi stali się największą przeszkodą dla
globalistów. w urzeczywistnieniu wizji zbudowania pseudodemokratycznego
społeczeństwa, pozbawionego majątku i w pełni zależnego od decyzji
światowego rządu. Są nadal groźni,
ponieważ przetrwali bezduszny proces transformacji,
który odebrał im oszczędności, ale zachowali ziemię, podczas gdy w tym
samym czasie robotnikom w ramach prywatyzacji odebrano najlepsze
zakłady, pozbawiając ich miejsc pracy i skazując na bezrobocie, a nawet na
bezdomność.
Już dzisiaj widać wyraźnie, że zwolennicy globalizmu w Polsce powinni
natrafić na godnych przeciwników, którymi są polscy rolnicy,
właściciele 1/3 obszaru Polski. Jeżeli dojdzie do konfrontacji na
argumenty, to przewiduję zwycięstwo chłopów. Wiedzą oni przecież, że
atutami naszego rolnictwa jest nieskażona chemicznie ziemia, duży
asortyment roślin, dostosowanych
do zmiennych warunków klimatycznych, zadowalające plony przy niskim
nawożeniu mineralnym, umiarkowane stosowanie konserwantów w okresie
przechowywania żywności i niski stopień kredytowania rolnictwa. Tego
obawiają się producenci na Zachodzie, a unijne władze w sposób
stanowczy domagają się od Polski ograniczenia produkcji i zmniejszenia
areału pól uprawnych. Polscy rolnicy mogą
i powinni produkować żywność ekologiczną, na którą zgłosiło
zapotrzebowanie ok. 40% konsumentów. Potrzebne jest jednak wsparcie
finansowe państwa i zrozumienie społeczeństwa.
Nikt już dzisiaj nie nabierze się na kłamstwa o istnieniu ogromnych
dysproporcji pomiędzy dochodem uzyskiwanym
z jednego hektara w Polsce i w Unii Europejskiej. Potwierdził
to raport Dyrektoriatu Generalnego ds. Rolnictwa Komisji Europejskiej z
sierpnia 1998 r., w którym stwierdzono, że „Dochód z jednego hektara,
po odliczeniu subsydiów bezpośrednich, które w Polsce są bardzo niskie,
jest porówywalny ze średnim w Europie”. Dodajmy, że w Polsce dochód ten
wynosił wówczas 1139 zł z jednego hektara,
podczas gdy średnia unijna –
1124 zł.
Nie robią też na
polskich rolnikach większego
wrażenia
argumenty o wysokich subwencjach i nisko oprocentowanych kredytach,
przeznaczanych na rzecz rolnictwa przez Unię, ponieważ w polskich
warunkach są one nieosiągalne, a mogą wręcz okazać się pułapką, pozbawiającą rolników
własności. Obietnica ich realizacji po wejściu do Unii wiąże się z
subwencjami wyasygnowanymi przez polski rząd, a ten – jak dotąd –
zasłania się brakiem funduszy. Rząd polski w tzw. Pakcie
dla rolnictwa i obszarów wiejskich deklaruje pomoc
na
zalesianie, premie za odłogowanie, wspomaganie spółdzielni rolniczych,
grup producenckich, komitetów ds. tworzenia miejsc pracy poza
rolnictwem i ok. 20% gospodarstw,
prowadzonych przez wykwalifikowanych rolników, pod warunkiem, że będą
oni prowadzili rachunkowość, sporządzali
plany, gwarantujące rentowność ich majątków.
Strategiczne plany wielkich korporacji agrarno-biznesowych
wobec rolnictwa zakładają: wywłaszczenie
drobnych właścicieli z ziemi na rzecz tworzenia wielobszarowych i monokulturowych gospodarstw,
obsługiwanych przez maszyny; zwiększanie
wydajności z hektara poprzez
masowe stosowanie pestycydów i nawozów sztucznych, a wreszcie uprawę
genetycznie zmanipulowanych roślin. Wielki kapitał zastrzegł sobie
prawo do decydowania o ilości i jakości upraw w poszczególnych
regionach świata, zwłaszcza na kontynentach dotkniętych suszą i głodem,
którym zamiast uprawy zbóż proponuje się uprawę bawełny,
trzciny cukrowej czy kawy. Tego
rodzaju manipulacjom od dawna zostało poddane rolnictwo w państwach
zachodnich. Konsekwencją drapieżnego i bezdusznego traktowania ziemi są
zatrute obszary nie nadające się do uprawy. Trzeba je zastąpić nowymi,
a te znajdują się w Polsce i w innych krajach byłego bloku wschodniego.
W planach globalistów Unia Europejska
zajmuje ważne miejsce. Od szybkiej i sprawnej realizacji
zapowiadanych tam reform,
zwłaszcza w sektorze rolnym, w kontekście
pogarszających się z roku na rok trendów gospodarczych, zależy powodzenie
koncepcji globalistycznej. Globaliści zdobywając doświadczenie w
niszczeniu wiary i kultur narodowych w państwach Unii, pilnie obserwują
reakcję społeczeństwa i korygują metody zniewalania, które zastosują w
przyszłości wobec narodów
pozaueropejskich. Pionier, główny ideolog i architekt integracji
europejskiej, Jan Monnet, stwierdził, że „sama wspólnota europejska
jest tylko etapem na drodze do zorganizowanego świata jutra”.
Wiemy z prasy, że corocznie upada w Unii ok. 500 tys. gospodarstw.
Przewiduje się, że w Niemczech – najbogatszym kraju Wspólnoty – z 540
tys. gospodarstw ma zaprzestać produkcji ok. 300 tys. Gdyby jednak
polskie władze śledziły politykę Niemców wobec rolnictwa, to bez trudu
zauważyłyby, że nakłady państwa i samorządów idą na utrzymanie i rozwój
wsi o szerokim profilu gospodarstw rodzinnych, co oznacza, że Niemcy
stawiają pracę przed kapitałem. Powinni też wiedzieć polscy rolnicy, że
gospodarstwa niemieckie o powierzchni mniejszej niż 2 ha
w systemie opieki zdrowotnej są traktowane
jako drobne przedsiębiorstwa. Na razie polityka rolna
Niemiec nie przeszkadza globalistom. Warto
też podkreślić, że we Francji liczba gospodarstw w ciągu 30 lat spadła
z 2 mln do 700 tys.,
dodać,
że francuscy rolnicy są dzierżawcami 80% gospodarstw od anonimowych
właścicieli. Nękające epidemie, chociażby takie jak epidemia choroby
wściekłych krów, ujawniły nielojalność partnerów szesnastki wobec
własnych społeczeństw, którym sprzedawano skażone mięso. Władze Unii
nie interesują się młodymi rolnikami, stawiają bowiem na grupy
producenckie, którym zamierzają narzucić
planowanie i technologię produkcji, co z kolei oznacza zamiar limitowania żywności. Koncentracja produkcji i
podaży przez grupy producenckie doprowadzi
do eliminacji drobnych rolników,
wystawiających swoje produkty na targowiskach, bazarach, giełdach
warzywno-owocowych itp. Hans Martin w Pułapce globalizmu
podał ustalenia pięciuset najbardziej wpływowych ludzi na świecie –
architektów gospodarki globalnej, którzy stwierdzili, że 20% ludzi w
wieku produkcyjnym może utrzymać na obecnym poziomie gospodarkę
światową. Reszta, czyli 80% ludności na kuli ziemskiej,
w planach globalistów została skazana na bezrobocie, poniewierkę, a z czasem na eutanazję.
Dotychczasowe działania dostosowawcze gospodarki polskiej do norm
europejskich zakończyły się wdrożeniem przez rząd wielu ustaw,
uchwalonych przez Sejm, z których najbardziej szkodliwe okazały się:
– ustawa liberalizująca sprzedaż ziemi obcokrajowcom,
– ustawa o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi skarbu państwa,
która utrudnia przejmowanie ziemi po PGR-ach przez polskich rolników,
– ustawa cukrownicza likwidująca w
ramach prywatyzacji polskie cukrownie i uprawę buraka cukrowego,
– wreszcie Pakt dla rolnictwa,
powielający słynną Strategię dla rolnictwa ministra Kołodki, który zakłada redukcję 2/3
gospodarstw rolnych (1600 tys.), co ma
doprowadzić do obniżenia zatrudnienia w rolnictwie z 27 do 5%.
Zapowiedziano zmniejszenie udziału rolnictwa w produkcie krajowym
brutto do 2% w 2003 r., zmniejszenie areału uprawy ziemniaka o 21% (250
tys.), ograniczenie o 2/3 produkcji mleka (z 900 tys. gospodarstw do
300 tys.) itd. itd. Gdyby jednak tymi ustawami nie dało się dobić
rolnictwa, postanowiono w 2001 r. znieść
cła i całkowicie otworzyć polski rynek na import, nałożyć nowe podatki,
łącznie z dochodowym, katastralnym i VAT.
W ramach akcji uświadamiającej polskich rolników o dobrodziejstwie
wejścia Polski
do Unii Europejskiej na koszt budżetu państwa zostały powołane trzy
instytucje: Przedstawicielstwo Polskich Organizacji Rolniczych i
Wiejskich przy UE, Forum Polskiego Rolnictwa i Radę Rozwoju, z
odpowiednio dobranymi działaczami, którym powierzono całokształt
działań zmierzających do wdrażania paktu. Są instytucje, ale nie ma
rzetelnego bilansu korzyści i strat polskiej gospodarki przed wejściem
do Unii.
Powstanie w Polsce grup producenckich potwierdza związki naszych reform
z przeprowadzanymi w Unii. Ulegliśmy dyktatowi Unii przy restrukturyzacji
przemysłu górniczego, zbrojeniowego, energetycznego i paliwowego.
Uzasadnione obawy budzą wprowadzane w życie cztery wielkie reformy:
administracyjna, służby zdrowia, ubezpieczeń społecznych i edukacyjna.
Znawcy przedmiotu wytknęli wiele błędów szczegółowych, jakie zawierały
powyższe reformy. Wydaje się jednak, że zostały one przeprowadzone pod
dyktando globalistów, którym zależało na rozbiciu Polski na regiony,
zniechęceniu Polaków do życia i wszelkiej działalności politycznej i społecznej oraz na zasianiu zamętu w
systemie
edukacji – nie doinwestowanym, zaniedbanym, ale dysponującym ofiarną i
odpowiedzialną kadrą nauczycielską, która kształciła humanistów,
zdolnych włączyć się w nurt życia społecznego bądź podjąć studia
specjalistyczne. Jednym słowem, dokonujący się proces dostosowawczy do
wymogów unijnych powoduje materialną i moralną destrukcję
naszego
życia narodowego. Tę katastroficzną wizję zniszczenia państwa,
planowaną przez globalistów, mogą zastopować jedynie rolnicy, robotnicy przegrali już bowiem
swoją szansę, godząc się na prywatyzację i
restrukturyzację polskiego przemysłu.
W jaki sposób chłopi mogą wykonać to
niezwykle trudne zadanie, którego nie
można porównać z żadnym innym na przestrzeni naszych dziejów?
Pytanie to koresponduje
z zawetowaną przez prezydenta A. Kwaśniewskiego ustawą uwłaszczeniową.
Dyskusja nad nią odkryła arogancję i pogardę władzy wobec biedniejącego
z dnia na dzień społeczeństwa oraz ujawniła nikczemność, głupotę i krókowzroczność
wielu polskich środowisk,
które dały się wciągnąć w
szczegółową dyskusję, dotyczącą oceny ustawy. Socjotechniczni
manipulanci tzw. czwartej władzy z premedytacją wykorzystali naiwność
Polaków i skierowali uwagę
na aspekt „sprawiedliwości” społecznej w kwestii
uwłaszczenia użytkowników mieszkań
spółdzielczych i lokatorskich. Pominęli milczeniem sprawę
uwłaszczenia
rolników-dzierżawców na Ziemiach Odzyskanych, którzy zostali podwójnie
skrzywdzeni: przez PRL i przez Sejm III Rzeczypospolitej. Większość
dyskutantów nie wyszła poza swój egoizm, świadomie podsycany przez
media. Cel został osiągnięty, zwyciężyła bowiem nie tylko zazdrość, ale
i zawiść. W ten oto sposób naród
polski zostanie pozbawiony własności, którą wykupią po bardzo niskich
cenach obcokrajowcy. Zacierają ręce grabarze suwerenności Polski,
oczekując na intratne posady w Unii. A naród dowie się wkrótce, że
skoro nie umiał docenić własności, to nie zasługuje na niepodległość.
Walka o ziemię pozostającą w rękach polskich rolników dopiero się
rozpoczęła. Realizuje się ją w białych rękawiczkach, pod osłoną wdrażania
„słusznych” reform. Zaplanowane metody odebrania im własności są
bezpardonowe. Sprawy wsi podejmowane, w
programach rolniczych nie poruszają zmagania chłopów o utrzymanie
gospodarstw rodzinnych, lecz dotyczą spraw
bieżących: cen, skupu produktów rolnych
itp. Problem utraty gospodarstw został
wyciszony. Euroentuzjaści u władzy muszą mieć spokój w okresie
decydowania o polskiej własności. Gdyby
jednak problem został niebezpiecznie
nagłośniony, znajdą sposób na ośmieszenie „skansenu rolniczego”.
Polskiej wsi brakuje jedności, oddolnej organizacji i
prawdziwych przywódców. Bronić jej musi duchowieństwo i inteligencja, w
poważnym procencie wywodzące się ze środowisk wiejskich. Walka toczy
się o ostatni bastion wolności, wiary i godności. Nie wygra jej
osamotniona wieś. Narodowi polskiemu brakuje świadomości. Dawniej nad
jej zniszczeniem czuwali ideolodzy komunistyczni, a dzisiaj
liberałowie. Jedni i drudzy tworzyli sztuczne bariery pomiędzy miastem
i wsią, podsycając antagonizmy. Cel był jeden i ten sam: najpierw
osaczyć, a potem uzależnić jedną po drugiej obie społeczności. Każdy
powinien wiedzieć, że tylko niezależna wieś może zapewnić narodowi
samowystarczalność w zakresie wyżywienia. Jest to podstawowy warunek,
gwarantujący wzrost demograficzny, który nie
jest klęską, lecz ratunkiem dla Polski, ponieważ ziemię,
na której tak bardzo zależy globalistom, mogą obronić jedynie ludzie młodzi. Ponadto silna wieś, będąca ostoją wiary, patriotyzmu i
żywej tradycji, może zahamować bezkarne
działanie dzikiego kapitalizmu bankowego, z premedytacją niszczącego
narody opierające się programowemu ateizmowi. Po wejściu Polski do Unii
Europejskiej zostanie wprowadzony podatek majątkowy i podatek
katastralny, w wyniku czego kilka milionów Polaków, nie tylko chłopów,
znajdzie się na bruku.
Przeciwnicy
integracji europejskiej uspokajają, że Unia, podobnie jak wcześniejsze
imperia, rozpadnie się, rozsadzona od środka różnorodnością kulturową i
dążeniami separatystycznymi wchodzących do niej narodów. Zanim to
jednak nastąpi, zostaniemy pozbawieni wiary, własnego państwa,
tożsamości i odrębności narodowej, a być może na trwałe utracimy na
rzecz Niemiec nasze Ziemie Odzyskane. Niemcy, uważani przez władze
rządowe za naszych adwokatów w integrowaniu się z Zachodem, domagają
się wolnego obrotu ziemią i zapisu o zakazie pracy dla Polaków w
Niemczech na okres 15 lat. Dnia 5 sierpnia
2000 r. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” podał nieprawdziwą
wiadomość o wysiedleniu z Polski po II wojnie
światowej przez Polaków 2 mln Niemców i prawdziwą o ich szykowaniu się
do powrotu na byłe swoje gospodarstwa po wejściu Polski do Unii
Europejskiej.
Unia Europejska to zaledwie przyczółek dla globalistów.
Ich determinacja w zniewalaniu świata jest przerażająca. W
dniach 1-3 VI 2000 r. zebrał
się w Chateau du Lac pod Brukselą Klub Bilderberg, który przyjął
następujące cele: „Przyspieszenie integracji Europy w jedno państwo, z
własnym prezydentem i rządem na wzór USA, jako krok na drodze do
państwa światowego” i „zwiększenie stopy procentowej na całym świecie,
by zwiększyć dochody banków”.
Wymienione działania globalistów, przygotowywane starannie, z
zaangażowaniem ogromnych środków, mogą zakończyć się w Polsce klęską pod warunkiem, że rolnicy
zrezygnują z biernej formy obrony swoich gospodarstw.
Forma ta zdała egzamin w czasach komunistycznych. Obecnie
może okazać się szkodliwa. Siła wsi tkwi
w czynnej postawie obywatelskiej. Chłopi muszą ją zamanifestować udziałem w wyborach prezydenckich, a w
następnym roku w wyborach parlamentarnych. Sprawdzone zasady „nic o nas bez nas” i „nieobecni nie mają racji” powinny powrócić na właściwe miejsce, bo w
przeciwnym wypadku w państwie pretendującym do miana demokratycznego
obywatele pozbędą się ostatniego instrumentu działania, jakim jest
kartka wyborcza.
Pierwszym
drogowskazem na długiej i wyboistej drodze ratowania polskiej ziemi
powinien być czynny udział wsi w życiu politycznym poprzez oddolne
organizowanie się. Partie chłopskie są tworzone odgórnie, dla pewnych określonych
interesów, a ich związek z wsią jest szczególnie silny wyłącznie
podczas wyborów prezydenckich bądź parlamentarnych.
Tylko
zdecydowana i jednoznaczna postawa chłopów może powstrzymać proces
lekceważenia Polaków. Ciągłe ustępstwa doprowadziły do takiej arogancji prezydenta, który z urzędu
powinien godnie reprezentować majestat III Rzeczypospolitej, okazując
szacunek głowom innych państw, że znieważył
symbole religijne i uczynił zeń obiekt
szyderstwa. Jest to zaledwie zwiastun postawy
globalistów wobec narodów
wierzących. Trzeba wiedzieć, że
ostatecznym ich celem jest
walka z Kościołem katolickim, który uosabia najwyższe
wartości i stoi na przeszkodzie w zdeprawowaniu narodów.
Drugim drogowskazem musi być solidarność chłopska, która
powinna umocnić się poprzez wzajemną pomoc i obronę
wiejskich interesów na forum krajowym. W przeciwnym wypadku globaliści, wykorzystując animozje wewnętrzne
na wsi, wprowadzą taki system podatkowy, który sukcesywnie zniszczy najpierw małorolne, potem
średnie, a wreszcie dobrze prosperujące gospodarstwa chłopskie.
Wydziedziczenie rolników z ziemi jest jednoznaczne z utratą wolności i
godności. Lekarstwem może okazać się ruch spółdzielczy; sukcesem – wymuszenie na władzach państwowych zmiany
ordynacji wyborczej z proporcjonalnej na większościową i przeprowadzenie referendum
w sprawie przystąpienia Polski do struktur europejskich. Do tego
sukcesu muszą przyczynić się pozostałe grupy społeczne. Jeżeli tak się
nie stanie, władza w dalszym ciągu będzie
pozostawała w rękach ludzi traktujących
instrumentalnie wieś, zwłaszcza w okresie wyborów, faktycznie ludzi żądnych sławy, pieniędzy i stanowisk,
które otrzymają w Unii w zamian za wyprzedaż majątku narodowego i zgodę na warunki, podyktowane przez
negocjatorów unijnych. Niedawno, 26 września
br., dowiedzieliśmy się z programu I TV, że Unia zażądała od Polski produkcji towarów
poniżej poziomu popytu, co oznacza nowy
import żywności i
ogromny deficyt w handlu zagranicznym. To żądanie Unii tłumaczy
wypowiedź kanclerza Schroedera, który zwierzył się rolnikom niemieckim:
„Musimy zrobić wszystko, aby przyjąć nowe państwa z Europy
Środkowo-Wschodniej, bo to będą nasze rynki zbytu”.
Obrona wsi leży w interesie całego narodu.
Wskazują
na to przesłanki historyczne. Niezrozumiała i budząca lęk jest
obojętność Polaków wobec ludności wiejskiej, nieufnie odnoszącej się do
polityki władz, które ślepo wdrażają ustalenia negocjatorów z tzw.
Komisji ds. Integracji Europejskiej, którzy na wszystkich odcinkach
dotyczących rolnictwa ponoszą klęskę. Nie otrzeźwiła Polaków utrata
strategicznych gałęzi gospodarki narodowej, sprzedanych
za niewiele ponad
10% wartości zachodnim „inwestorom” i łączące się z nią nierozerwalnie
bezrobocie. Być może dlatego, że dzięki ciężkiej pracy chłopa
polskiego, nie doświadczyli głodu.
Należy zadać
pytanie, czy blisko 40-milionowy naród oczekuje, że wyżywią go
zagraniczni rolnicy. Gdyby jednak i
ta naiwność wchodziła w rachubę, to należy postawić następnie pytanie:
o jakość zdrowotną sprowadzanej żywności. W połączeniu z fatalnie,
działającą po reformie służbą zdrowia w pierwszej dekadzie XXI w. można
oczekiwać zauważalnego spadku
demograficznego. Idziemy więc naprzeciw planom globalistów, którzy
liczbę Polaków ustalili na 15 mln. Aby
uniknąć spełnienia tej katastroficznej
wizji, musimy odwołać się do solidaryzmu
narodowego i ofiarności, znaleźć przywódców politycznych oddanych
narodowi, wykorzystać dla dobra gospodarki
odkrycia naukowców, wreszcie skorzystać
ze wskazań nauki społecznej Kościoła. Siłę dla takiej odnowy powinniśmy
czerpać z wiary i naszej przeszłości, a nie zmarnujemy
największego kapitału, jakim jest ziemia w polskich,
chłopskich rękach.
Powrót do strony
głównej
Archiwum
Powrót
do strony głównej NPW
|