ARCHIWUM
Nowego Przeglądu Wszechpolskiego

Marek Kośmicki

Rodzina

RODZINA POLSKA - ROK 2000*

NPW 5-6, 2000

Przed rokiem zastanawialiśmy się nad kondycją polskiej rodziny w zmieniającej się sytuacji społeczno-ekonomicznej naszego kraju. Byliśmy wówczas u progu jednoczesnego wprowadzania przez obecny rząd czterech ważnych reform społecznych, z których każda – w mniejszym lub większym stopniu – dotyka życia codziennego naszych rodzin. Przypomnijmy, że chodziło  o nowy podział administracyjny Polski, który już się dokonał, a także o nadal realizowane reformy, obejmujące ochronę zdrowia, system rent i emerytur oraz oświatę. Do planów modernizowania kraju niektórzy dodają ciągle nie zrealizowane projekty unowocześnienia dróg i budowy autostrad (zob .M. Kośmicki: .Rodzina polska - rok 1999. NPW,, nr 7-8, s. 34-37].

W Raporcie o sytuacji polskich rodzin ogłoszonym w 1998 r. przez Pełnomocnika Rządu ds. Rodzin, czytamy, że dążenie do umocnienia podstaw funkcjonowania rodziny jest  potrzebą rozwojową, a równocześnie powinnością państwa. Wyjaśnia się również w tym dokumencie, że zapewnienie rodzinie odpowiedniego miejsca w budowanym modelu państwa, zwłaszcza w jego praktyce społecznej, może w znacznym stopniu decydować o powodzeniu aktualnie przeprowadzanych reform. Podstawą do tych stwierdzeń ma być przekonanie, że społeczeństwo polskie tradycyjnie przywiązuje duże znaczenie do wartości, jakie realizowane są w rodzinie i przez rodzinę.

Oczekiwania społeczne dotyczące rodziny

Uważa się, że wbrew głoszonym jeszcze nie tak dawno poglądom żadna instytucja państwowa czy społeczna nie jest w stanie zastąpić zwyczajnej tradycyjnej rodziny w realizacji zadań, których się od niej oczekuje. Jędrzej Porada w interesującej rozprawie (Syndrom bezdomności marynarskiej , NPW 2000, nr 1-2, s. 33–35), omawia sytuację braku środowiska rodzinnego w społeczności marynarzy, co daje im poczucie bezdomności. Bezdomność ludzi morza – w odróżnieniu od bezdomnych, którzy stali się już nieodłączną częścią widoku ulic i dworców naszych wielkich miast – jest zasadniczo bezdomnością z wyboru i nie wiąże się zazwyczaj z problemami materialnymi, a raczaj dotyczy sfery duchowej. Autor podaje oczekiwania społeczne dotyczące środowiska rodzinnego, którego surogatem dla tej grupy społecznej mają być hotele i kluby portowe prowadzone, niekiedy przez wspólnoty religijne. A zatem od środowiska rodzinnego oczekuje się:

1. Warunków do zaspokajania potrzeb psychicznych człowieka, a zwłaszcza potrzeby więzi i wzajemnej przynależności, poczucia własnej wartości, bezpieczeństwa, rodzicielstwa, życzliwości i potrzeby własnego domu;

2. Możliwości rozwoju osobowego przez konieczność przystosowania się do warunków życia wynikających z intymnej bliskości drugiego człowieka i przyjęcia odpowiedzialności za jego los i los dzieci;

3. Humanizacji seksualizmu i erotyzmu ludzkiego, która jest możliwa tylko w trwałym związku partnerskim i wspólnym przeżywaniu kolejnych etapów rozwoju uczuciowego poprzez miłość, przyjaźń i opiekuńczość;

4. Humanizacji starości przez stworzenie człowiekowi słabnącemu warunków spokojnego dożywocia, tolerancji, szacunku i czułości;

5. Stworzenia środowiska dla rozwoju i dojrzewania w dzieciństwie.

Wraz z J. Poradą można postawić pytanie, czy współczesna polska rodzina jest w stanie zaspokoić te podstawowe potrzeby, składające się na fizyczne, psychiczne i duchowe pojęcie  “domu". Zaniechanie realizacji nawet jednego z wymienionych zadań może dać w efekcie poczucie bezdomności, które towarzyszy nie tylko marynarzom, mieszkańcom domów opieki dla osób w podeszłym wieku, domów dziecka czy hoteli robotniczych. Poczucie bezdomności może dotyczyć lokatorów zwykłych mieszkań, jeżeli życie codzienne przypomina raczej hotel niż dom rodzinny. Wartość środowiska rodzinnego nie musi zależeć od statusu materialnego. To miłość i ofiara, w rodzinie żyjącej niekiedy bardzo skromnie, jest tym elementem, który przyciąga krąg dalszych krewnych i przyjaciół. 
 
Rodzina polska na tle sytuacji demograficznej na przełomie dwóch tysiącleci

W styczniu 2000 r. Polska Federacja Ruchów Obrony Życia (Walny Zjazd Federacji, Warszawa, 15. 01. 2000) zwrócila uwagę na ujemny przyrost naturalny oraz gwałtowne starzenie się naszego narodu i wezwała do podjęcia debaty parlamentarnej nad sytuacją demograficzną, zdecydowanej realizacji polityki prorodzinnej i stworzenia programów wspierających rodziny wielodzietne, które powinny być traktowane jako skarb, a nie balast spoleczeństwa.

W 1995 r. przewidywano następujące tendencje demograficzne w naszym kraju (Lech Bolesławski: Założenia do prognozy ludności Polski wg województw na lata 1995 - 2020. Departament Badań Demograficznych, Główny Urząd Statystyczny, maszynopis, Warszawa, lipiec 1995):

1. Zahamowanie spadku dzietności kobiet, a następnie niewielki wzrost, aż do poziomu 190 dzieci na 100 kobiet (a więc nadal poniżej poziomu reprodukcji prostej).

2. Stopniowy wzrost długości życia aż do osiągnięcia w 2020 r. poziomu obserwowanego w krajach rozwiniętych (np. Austria, Belgia, Dania, Niemcy) ok. 1990 r. - 72 lata dla mężczyzn i 78 i pół roku dla kobiet;

3. Stopniowy wzrost migracji wewnętrznych, zwłaszcza ze wsi do miast. Łącznie w ciągu ćwierćwiecza miejsce stałego zamieszkania ma zmienić 20 mln osób, a saldo przemieszczeń wieś - miasta wyniesie 3,2 mln osób;

4. Niezmienne saldo migracji zagranicznych. Łącznie w ciągu ćwierćwiecza saldo to miało wynosić ok. 0,5 mln osób.

Uważano wówczas, że przyrost naturalny w całym okresie 1995 - 2020 będzie dodatni, a liczba ludności będzie wzrastać z tego tytułu o ok. 1 mln na 10 lat. Po r. 2020, jeśli utrzyma się przewidywany poziom dzietności i będzie następował spadek umieralności, liczba ludności zacznie się zmniejszać. Z tytułu przewagi liczby zgonów nad liczbą urodzeń w dwudziestoleciu 2031 - 2050 liczba ludności może zmaleć o ok. 1 mln osób.

Tymczasem rzeczywistość już po kilku latach okazała się znacznie mniej korzystna. W 1999 r. po raz pierwszy w latach powojennych tempo przyrostu ludności w Polsce było ujemne - urodziło się o 13 tys. mniej dzieci niż w 1998 r.. Główną przyczyną był spadek przyrostu naturalnego, tzn. nadwyżki liczby urodzeń nad zgonami. W zeszłym roku liczba urodzeń była niższa od zgonów o ok. 1000, co oznacza, że przeciętnie na każde 100 tys. ludności ubyły 2 osoby. Główny Urząd Statystyczny szacuje obecnie, że liczba urodzeń żywych w 1999 r. była o połowę niższa niż 1983 r., kiedy wystąpił ostatni wyż demograficzny. Jednocześnie wyniki badań wskazują, że liczba urodzeń zmniejsza się szczególnie w rodzinach zamieszkałych w miastach. Prawidłowy współczynnik dzietności, czyli statystyczny stosunek liczby dzieci do liczby matek, informujący o poziomie zastępowalności pokoleń powinien utrzymywać się na poziomie nieco powyżej dwojga dzieci na jedną matkę (2,10-2,15). Tymczasem już w 1998 r. osiągnął poziom “półtora" dziecka na jedną matkę [D. Pawłowiec: W demograficznym niżu. “Nasz Dziennik”, 7. 02. 2000,  s. 3].
 

Dzietność kobiet w Polsce

W drugiej połowie XX w., a nieco sściślej –  od czasu zakończenia II wojny światowej, można wyróżnić w Polsce kilka faz poziomu dzietności kobiet. Dzielą je różnego rodzaju wydarzenia oddziałujące pośrednio na zachowania prokreacyjne. Można wymienić wśród nich ustawowe przyzwolenie na sztuczne poronienia oraz upowszechnienie antykoncepcji ( zob. Bolesławski , jw.).

Pierwszy okres charakteryzował się tradycyjnie wysoką dzietnością, później do końca lat sześćdziesiątych dzietność malała aż do poziomu 2,2-2,3, tj. niewiele ponad wartość odpowiadającą reprodukcji prostej. Stabilizacja na tym poziomie oznaczała upowszechnienie się modelu rodziny  najczęściej z dwojgiem dzieci. Utrzymywaniu się względnie stałej dzietności sprzyjała stabilizacja polityczna i gospodarcza lat siedemdziesiątych. Ostatnie dwadzietolecie, czyli  lata 1980-2000, to okres wielu istotnych zmian i wydarzeń wpływających na dzietność w sposób różnokierunkowy. Warto zaznajomić się z nimi, aby ocenić możliwy wpływ czynnikow w przyszłości. Lech Bolesławski (zob. jw.) uważa, że w porządku mniej więcej chronologicznym były to:  

1. Recesja gospodarcza, która zaczęła się w końcu lat siedemdziesiątych, a której oznaką statystyczną był spadek dochodu narodowego począwszy od 1979 r.;

2. Wydarzenia społeczno-polityczne lat 1980 – 1981;

3.
Wprowadzenie płatnych urlopów wychowawczych dla matek w 1982 r.;

4. Trudności rynkowe i superinflacja towarzyszące wprowadzaniu reformy gospodarczej w latach 1983 – 1988;

5. Fala wyjazdów za granicę w wyniku zmiany przepisów paszportowych;

6. Poczucie zagrożenia chorobą AIDS;

7. Zmiany ustrojowe od 1989 r. zwiększające swobody obywateli i zmniejszające rolę opiekuńczą państwa;

8. Wzrost dostępności środków antykoncepcyjnych;

9. Zakaz sztucznych poronień z tzw. wskazań społecznych, wprowadzony ustawą z 1993 r., a poprzedzony kampanią społeczną w latach 1991 – 1992; 

10. Zmiany obyczajowe oraz dotyczące funkcji i zależności rodzinnych, które następują stopniowo i w zasadzie jednokierunkowo od kilkudziesięciu lat i powodują kształtowanie się długookresowej tendencji do powolnego spadku dzietności.

Warto zatrzymać się bliżej nad ostatnim z wymienionych procesów i wydarzeń. Mechanizm powstawania tych zmian obyczajowych polega na tym, że sprzyjają one bardziej naturalnej skłonności do wygody niż podobnie  naturalnemu instynktowi macierzyństwa. Wydarzenia wymienione w porządku chrnologicznym, poza urlopami wychowawczymi i prawnymi ograniczeniami sztucznych poronień, pogłębiły ten proces. Oczywiście ani urlopy wychowawcze, ani ograniczenia aborcji nie miały na celu podwyższyć poziomu dzietności kobiet i jako fakty izolowane, nie skojarzone z innymi działaniami, nie mogły roli takiej odegrać, poza efektem niewielkim i krótkotrwałym.

Uważa się, że gwałtowny spadek dzietności trwający od 1986 r.  spowodowały głównie cztery czynniki:

1. Psychiczne i emocjonalne oddziaływanie zmian otoczenia wywołane  przez reformy gospodarcze i zmianę ustroju społeczno-politycznego. Nawet gdy takie zmiany nie wywierają od razu konkretnego wpływu na losy poszczególnych ludzi, to stwarzają poczucie niepewności i niepokoju o przyszłość, powodując zmianę dotychczasowych zachowań;

2. Powstanie nowych warunków, stwarzających młodzieży nowe możliwości działania. Początkowo były to wyjazdy za granicę, następnie różne formy handlu. Zmiany te zburzyły poprzednią stabilizacje i zakłóciły proces powstawania rodzin;

3. Niektórzy uważają, że strach przed zarażeniem AIDS odegrał istotną rolę, wpływając na ograniczenie kontaktów seksualnych również w rodzinach. Trzeba jednak zauważyć, iż nie jest to opinia szeroko przyjęta i wielu badaczy zjawisk społecznych uważa problem AIDS za marginalny w ocenie dzietności kobiet (A. Jelonek, UJ, Wspólne posiedzenie Naukowej Rady Statystycznej oraz Rządowej Komisji Ludnościowej, Warszawa, GUS, 28. 09. 1995);

4. Upodobnianie się stylu życia części młodzieży do stylu powszechnego w niektórych krajach o wysokiej stopie życiowej, charakteryzującego się: wczesną samodzielnością materialną, powściągliwością w zakładaniu rodzin oraz powszechnością stosowania środków antykoncepcyjnych. Obecna sytuacja gospodarcza i polityczna daje podstawy do oczekiwania umiarkowanego wzrostu dobrobytu, zatem zmiany  stylu życia w kierunku podobnym do zachodnioeuropejskiego mogą postępować nadal i wpływać również na dzietność, która w niektórych zamożnych krajach europejskich jest wyjątkowo niska.
 

Mit przeludnienia świata

W starożytności nikt nie mówił o groźbie przeludnienia świata czy problemie starzenia się społeczeństw. Nie natrafiono również w źródłach pisanych na ślady dysputy na temat godności człowieka. To raczej pomysły świata nam współczesnego. 

Media ostatnich kilkudziesięciu lat karmiły nasze społeczeństwa hiobowymi wieściami o przeludnieniu świata i katastrofalnych skutkach eksplozji demograficznej, która rzekomo miała również nas dotyczyć. Tymczasem prawdziwym problemem demograficznym współczesnego świata może być nie nadmierna liczba dzieci, ale ich brak. Ośrodek Badań Ekonomicznych i Handlowych w Londynie podaje, że w ciągu najbliższych 25 lat w Europie przestanie przybywać rąk do pracy, co jest spowodowane niską stopą przyrostu naturalnego. Od r. 2005 będzie coraz mniej ludności czynnej zawodowo i będzie ona musiała utrzymać coraz większą liczbę emerytów. "Zima demograficzna" już występuje we Francji, Włoszech, w Niemczech, Anglii i Hiszpanii. Kraje te przed r. 2005 będą musiały importować ok. 35 mln robotników. Spadek przyrostu naturalnego występuje także w Europie Wschodniej, co widzimy na przykładzie naszego kraju (J. Jarco: Mit przeludnienia. “Nowe Państwo”, 4. 02. 2000, wkładka: Nowożytny Posttygodnik , nr 6, s. 4,  5).  

Eutanazja i związki jednopłciowe zagrożeniem dla rodziny

Na sympozjum naukowym nt. "Głoście Ewangelię Życia", które odbyło się w Domu Słowa w Toruniu w ramach Dni Świętości Życia (31 marca - 2 kwietnia 2000 r.) Philippe Maxence opisał proces legalizacji związków jednopłciowych, które we Francji uznano niedawno za równouprawnione (jednak bez żadnych obowiązków) z tradycyjnym małżeństwem. Tak więc małżeństwo kobiety i mężczyzny stało się zaledwie jedną z możliwych do wyboru opcji życiowych. Skoro dzieci rodzi się coraz mniej, a w związkach homoseksualnych wcale się nie narodzą, to społeczeństwo Europy starzeje  się w dość szybkim tempie. Niektórzy przewidują, że zbliża się czas, kiedy mało liczne młode pokolenie nie będzie w stanie utrzymać swoich rodziców. Stąd niektóre środowiska mogą znaleźć rozwiązanie  tej "kłopotliwej"  sytuacji w rozszerzaniu eutanazji w Europie również poza Holandię, gdzie od lat jest praktykowana z mniejszą lub większą aprobatą prawa państwowego (T. Chrzanowski, Prosta droga do śmierci, trudna droga do życa, “ Nasz Dziennik”, 27. 04.  2000,  .s. 13).

Rodzina wielodzietna ratunkiem przed kryzysem demograficznym w Polsce

W naszym kraju utrwala się model rodziny małodzietnej. Liczba rodzin wielodzietnych maleje; dotyczy to szczególnie wielkich miast. Takie rodziny wychowują ciągle znaczącą liczbę dzieci. I to one stanowią poważny potencjał demograficzny przy ciągle obniżającym się wskaźniku przyrostu naturalnego. W 1998 r. w Polsce zarejestrowanych było ok. 10,6 mln rodzin. Rodziny z dziećmi w 1995 r.  wychowywały łącznie 11,8 mln dzieci w wieku do 24 lat. Rodziny z jednym  dzieckiem stanowią 37 proc.,  z  dwojgiem dzieci - 34 proc., natomiast rodziny z czworgiem i więcej dzieci  – 5 proc. ogółu rodzin. Rodziny bezdzietne stanowią 12 proc.

Z analiz demograficznych wynika, że utrwala się model rodziny małodzietnej. Na terenach wiejskich rodziny mają jeszcze po kilkoro dzieci, natomiast w dużych miastach normą stało się małżeństwo z jednym, rzadziej z dwojgiem dzieci. Częsta potrzeba dziecka zastępowana jest przez hodowanie takiego czy innego zwierzątka domowego.

Wielu Polaków stawia głównie na zasobność w sensie materialnym, drugorzędne znaczenie przypisując wartościom społecznym. Rodzina i dziecko przegrywają w konkurencji z dążeniem do zawodowego awansu, z koniecznością kształcenia, sprostania wymogom pracodawców i tworzeniem optymalnych warunków życia ( J. Mazan,  Ratunek przed kryzysem demograficznym, “ Nasz Dziennik”, 21. 04.  2000, s. 1 i 4).

Budowlana katastrofa i możliwości odbudowy bazy mieszkaniowej

Rozwój rodzin, również w rozumieniu powiększania liczby dzieci, wymaga jednak pewnej bazy materialnej, w której podstawową rolę odgrywa własne mieszkanie, osobne dla każdej rodziny. Artur Blum, profesor AGH w Krakowie (A. Blum,  Rynek czy polityka. Polska gospodarka w uścisku niewidzialnej ręki rynku (1).” Myśl Polska”, 26. 03.  2000, nr 13 (1445), s. 7], uważa za truizm stwierdzenie, że mieszkalnictwo, podobnie jak drogownictwo w Polsce jest problemem, którego nie rozwiąże żadna najmocniejsza i niewidzialna ręka rynku. Już siódmy rok budownictwo mieszkaniowe i drogowe tonie w kryzysie. W 1999 r. oddano w Polsce 77 434 mieszkań, w tym samym czasie wyburzono ze względów technicznych ok. 78 tys. mieszkań. Zatem budujemy już mniej wiecej tyle samo co wyburzamy. Zasoby mieszkaniowe starzeją się gwałtownie i wkrótce trzeba będzie uznać część osiedli budowanych już po wojnie jako trwale zdekapitalizowane.

Rząd obecnej koalicji przeznaczył na budownictwo 0,4 proc. PKB, co stanowi 5 razy mniej w stosunku do dochodu narodowego niż było to w kryzysowym 1993 r.. Obecnie oddaje się 2 mieszkania na 1000 mieszkańców, co stawia Polskę na ostatnim miejscu na kontynencie. Program budownictwa mieszkaniowego nie zostanie rozwiązany przez grę rynkową. Potrzebna jest stymulacja gospodarcza państwa polskiego, w tym strategiczne planowanie rozwoju i produkcji w tych obszarach gospodarki narodowej, które decydują o egzystencji narodu i rozwoju kraju.

Podsumowanie

Rodzina polska przełomu dwóch tysiącleci jest narażona na wstrząsy związane z przemianami społeczno-politycznymi i kryzysem wynikającym z podawania w wątpliwość podstawowych wartości – jedną z nich była wierna rodzina tradycyjna. Nowe możliwości działania, przed którymi stoi młode pokolenie, odsuwa u niektórych z jego przedstawicieli myśl o założeniu rodziny i poświęceniu swojego czasu dzieciom, które miałyby przyjść na świat. Są również liczne kłopoty materialne, wśród nich dotkliwie odczuwany jest przez młodych brak mieszkań. Sytuacja demograficzna czasów współczesnych nie zapewnia naszemu spoleczeństwu szans na prawidłowy rozwój. Potrzebna jest interwencja państwa w niektóre aspekty życia społecznego. Trzeba jednak brać pod uwagę, że życie rodzinne jest sprawą na tyle intymną, że każda ingerencja z zewnątrz jest odbierana, zresztą słusznie, z dużą nieufnością. Szansą na wyjście z kryzysu współczesnej rodziny jest jednak pewna pomoc państwa czy władz lokalnych w takich sprawach jak budownictwo mieszkaniowe. Z drugiej strony media mogą istotnie wpłynąć na pozytywne myślenie o rodzinach wielodzietnych, które wychowują sporą część dzieci naszego narodu.


* Tekst referatu wygłoszonego na Konferencji Krajowej Polskiego Komitetu Narodowego Międzynarodowej Unii Organizacji Rodzinnych: "RODZINA NA PROGU NOWEGO TYSIĄCLECIA",  Warszawa, Szkoła Główna Handlowa, 29 kwietnia 2000 r.


 

   

Powrót do strony głównej Archiwum

Powrót do strony głównej NPW