|
|
ARCHIWUM |
|
Dr Jan Sowa
Historia i współczesność
Orzeł czy Rzeszka? (Referendum wewnętrzne)
NPW 5-6, 2000
Wiele zrobiono, aby w latach 1989-1999 w części kadry naukowej, zwłaszcza politologicznej, wykształcić przekonanie, że państwo narodowe jest przeżytkiem, a narodowość – tylko wyborem. Jacek Kuroń, jeden z czołowych architektów „wielonarodowości”, w jednym z ostatnich swoich wywiadów przypomniał:
Narodowość jest opcją i nikomu nie wolno powiedzieć: Jesteś Niemcem, Turkiem, Polakiem. Jestem danej narodowości, bo tak sam się określiłem. Mógłby ktoś na to odpowiedzieć, że to niepraktyczne. Oczywiście, być może jest to niepraktyczne, ale za to jest bezpieczne. Unikamy w ten sposób niebezpieczeństwa dyskryminacji i prześladowań. Trzeba przyjąć świętą zasadę: nikt nikomu nie może narzucić tożsamości narodowej.[1]
Obok tego wywiadu zamieszczono artykuł Lecha N. Nijakowskiego pt. Integracja i kryzys. Unia Europejska a problemy z wielokulturowością w Polsce.[2] Autor sugeruje, ze wielokulturowość jest prawdziwym problemem dla – jak pisze „prawdziwych Polaków”. „Prawdziwi Polacy” nie potrafią zrozumieć, że tradycyjna kultura polska traci powoli swoje centrum (hierarchie i autorytety) „i przybiera postać liberalno-ludyczną, dla której najważniejsza staje się swoboda wyrazu i lokalne więzi.”[3] Gdyby pan Lech Nijakowski mógł wcześniej znać prawdziwe poglądy Joschki Fischera, pewnie by tego nie napisał. Joschka Fischer oddał wielką przysługę wielu polskim politologom kultury.
Pomijając szczegóły wywodów p. Nijakowskiego, pragnę zwrócić uwagę na intencje politologów, aby działać w kierunku „bezpiecznej wielokulturowości”. (Czyżby więc coś nam znowu groziło?) Od 1989 r., jak pisze Nijakowski, kształtuje się w Polsce nowe postawy i nowe wybory. Chodzi – mówiąc po prostu –o osłabienie poczucia narodowego i odrębności kultury polskiej. Formułuje się sugestię, że do politycznej poprawności należy np. osobiste traktowanie przynależności narodowej. Podaję parę przykładów owoców nowej „poprawności politycznej”.
Profesor X, dyrektor Instytutu mówi: „Mogę być Niemcem, Japończykiem, Szwedem”. Profesor X nie mówi swoim studentom: „Jestem Polakiem”.
Przykład drugi. Student X, poinformowany, ze w Szczecinie zdjęto flagę polską z ratusza, mówi: „Nic w tym złego nie widzę.”
Inny przykład: dziennikarz „Gazety Wyborczej” opisując zebranie, tak pisze o uczestnikach: „jacyś Polacy”, „jacyś blondyni z opaskami na rękawach”.
I ostatni opis: na meczu Polska – Tunezja młodzież zademonstrowała swoją „polskość” tatuażem biało-czerwonym na plecach i policzkach. Posługiwała się przy tym ostrymi wulgaryzmami i ordynarnym sposobem bycia.
Na wystawie Polonia[4] (w Zachęcie) widnieje obraz Łukasza Korolkiewicza. Nagi mężczyzna siedzi na biało-czerwonej, jedną ręką opiera się o poręcz krzesła, drugą podtrzymuje małą maseczkę przy swojej twarzy. Biało-czerwona ulokowana pod zadem, czy tylko ma burzyć uwznioślające konwencje? Co pomyśli, na przykład uczeń?
Nie będziemy mnożyć przykładów. Wraz z dyskusjami o Unii wprowadzono pytanie: Czy trzeba być Polakiem? Zastanów się. Możesz wybrać opcję. Zrób sobie wewnętrzne referendum. Nowe „święte prawo” Kuronia dziwnie zbiegło się z ogromnymi cięciami w kulturze, oświacie, służbie zdrowia. Został otwarty proces podejmowania (stawiania) pytań i podejmowania decyzji w sprawie polskości. Do pytania: „Czy jestem Polakiem”? część doda drugie: „Czy warto być Polakiem?” Czy to wewnętrzne referendum kiedyś nie otworzy drogi prawdziwemu referendum? Już niektóre samorządy chcą do Unii, czyli do Niemiec.
Jeżeli małe dziecko na meczach, na ulicach, w szkole będzie widziało koło siebie biednych, niewychowanych ludzi, co dla niego będzie znaczyło „Polak”? Jeżeli minister może powiedzieć: „Ja nie wiem, co to jest interes narodowy”, to co może wybrać zwyczajny obywatel? Warto przemyśleć politykę godnościową, stabilizującą zachowania obyczajowe tak, aby nie dopuszczać do degradacji państwa i narodu. Stosunek dziennikarzy, mediów, ministrów do problemu np. mordów i przestępstw jest jaskrawym dowodem na to, jak nie należy interpretować okrucieństwa i przestępczości. Mur obyczajowy, za którym czuliśmy się bezpieczni, został bardzo niebezpiecznie obniżony. Popatrzcie, jacy staliście się zwyczajni, pospolici, kradniecie samochody, pijecie i już pięknie umiecie się mordować! Musicie zrozumieć – jak powiedział w wywiadzie profesor z Berlina – że z narodu romantyków staliście się już tylko złodziejami naszych samochodów! Czas na dyskusję także i o dyplomacji kulturalnej.
Czy te działania pasują np. do działań wobec Niemców w Polsce? Nie. To są działania tylko wobec Polaków. Rozumny Berlin fundując sobie potężne środowisko Niemców w Polsce, obdarzył ich milionami marek na oświatę, przedsiębiorstwa, ochronę zdrowia, wypoczynek i pielęgnację niemieckiej kultury. Teresa Kudyba, współpracowniczka „Deutsche Welle” - tv i „Spiegla”, z dumą pisze o sumach, jakie Niemcy dostali z Berlina i z Warszawy:
Niemcy otrzymali w ciągu minionych lat dziesiątki milionów marek, które mieli przeznaczyć na pielęgnację niemieckiej kultury i rozwój oświaty.
Dofinansowanie „niemieckiego MSZ jest nadal olbrzymie”. Autorka przyznaje, ze bez niemieckich marek nie udałoby się przełamać oporu przeciwko „germanizacji Opolszczyzny”.[5]
Bez tego odważnego pomysłu niemieckich i polskich decydentów edukacja mniejszościowa na Opolszczyźnie, blokowana przez armię oświatowych ‘patriotów, okupujących wiejskie szkoły i gminne urzędy nie miałaby więc długo jeszcze najmniejszych szans[6].
Niemcy na Opolszczyźnie stanowią dla Berlina dobry argument przemawiający za skutecznością polityki pieniężnej w kulturze. Może ona współtworzyć silny magnes, zdolny do utrzymania własnej narodowości i oddziaływania na innych, do konwersji włącznie, tzn. rezygnacji z polskiej narodowości i „wybrania” niemieckiej. Będzie to tylko skorzystanie przez Polaków z prawa do „świętej zasady” Kuronia i Olechowskiego. Ostatni wywiad Joschki Fischera odkrywa przed naiwnymi politologami karty, a nienaiwnych stawia w pełnym blasku. Joschka nie zawahał się – nareszcie nazwał swoje duże państwo „państwem narodowym”. Powiedział do swojego przyjaciela, Adam Michnika:
Niemcy uważają za swój dom Niemcy [7].
Rozumny Berlin wypowiedział ustami ministra spraw zagranicznych, że wie, jak tworzyć wielokulturowość Unii europejskiej: stosując znakomite warunki dla języka i kultury niemieckiej, żeby była wszechstronnie obecna. Wreszcie z prawem do głoszenia patriotyzmu niemieckiego, miłości do swoich domów (także poza granicami, np. w Polsce – Erika Steinbach). „Lokalne ojczyzny” mają się zsumować w dużej ojczyźnie ze stolicą w Berlinie.
Kultura narodowa i duma narodowa Niemców – jak pisze Alan Watson w dziele pt. Niemcy. Kim są teraz? – nadal pozostaje bardzo istotnym, jeśli nie decydującym punktem odniesienia podczas odpowiedzi na pytanie: Kim jesteśmy?”
Volk (naród) dla Niemców niestraszny,[8] nie wiedzą o tym tylko polscy „wielokulturowcy”.[9]
Państwo niemieckie roztacza mecenat nad nauką, zdrowiem i sztuką. Jego skala jest najwyższa w świecie.[10] Przed zjednoczeniem w Republice Federalne było 50 teatrów operowych, 70 orkiestr, ponad 100 teatrów, prawie 1300 muzeów.[11] Zacznijmy naukę liczenia w Polsce.
Współczesne Niemcy świetnie wiedzą, jak pielęgnować swoją kulturę Jak pisała w 1991 r. Jan Morris (z okazji sprowadzenia szczątków Fryderyka Wielkiego do Sans-Souci), „centrum Berlina odżywa na nowo”.[12] Niemiec to brzmi dumnie!
A dlaczego premier Krzysztof Bielecki obciął o połowę budżet polskiego Ministerstwa Kultury? A dlaczego w Polsce wycięto sieć bibliotek wiejskich? Dlaczego zalano nas kryminałami? A dlaczego w Polsce bez przerwy coś się likwiduje? Także dziedzictwo pokoleń.
Drodzy Filogermanie! Szanowni Europrofesorowie i Doktorzy!
Z dniem 3 czerwca 2000 r. wolno Wam pisać o państwie narodowym i narodzie. Także swoim. Joschka pozwolił. I nie musi to być tylko Heimat, ale cały Volk. Ale nie każdy z Was dostanie po 5000 marek w załączniku do Orderu Karola Wielkiego.
Joschka odbył także konsultacje w Watykanie.[13] A zatem – odwagi! I trzeba, żeby Michnik dokładnie powtórzył Kuroniowi wszystko to, co mu powiedział Joschka Fischer. To ważne dla wielokulturowców.
PS. Dlaczego milczą Europrofesorowie, kiedy Ziemie Zachodnie pan minister Joschka nazywa dawnymi niemieckimi? A czyje były przedtem? Już nie będzie Bolesława Chrobrego? No to co z tym Gnieznem i Ottonem III? Czy on wtedy przyjechał do siebie, na ziemie niemieckie, czy odbył wizytę u Słowian? Prymas Glemp odczytał przecież opis wizyty w dziele A. Gołubiewa Bolesław Chrobry. Urwał tylko cytat opisujący drużynę Chrobrego, gdy w nim pojawiły się topory...
[1] Mniejszość narodowa w perspektywie integracji europejskiej. Rozmowa z przewodniczącym Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych Sejmu RP Jackiem Kuroniem, „Rubikon”, nr 2-3, 1998. [2] Tamże, s. 11-15. [3] Tamże, s. 12 Cytat z artykułu warszawskich uczonych pt. Społeczeństwo polskie na progu wielokulturowości. [4] Polonia - Galeria sztuki współczesnej Zachęta, warszawa 2000, s. 122. Wystawa czynna do końca czerwca 2000 roku. [5] Teresa Kudyba, Pomost i szlabany 10 lat TSKR na Śląsku Opolskim, Śląsk, nr 5 (55), 2000. [6] Tamże, s. 6. [7] Śmielej, Europo! Joschka Fischer w rozmowie z Adamem Michnikiem, ”Gazeta Wyborcza”, 23-24 VI 2000. [8] Alan Watson, Niemcy. Kim są teraz? (przekład: Tomasz Olszewski) Kraków 1992, s. 135. [9] Tamże, s. 143. [10] Tamże, „Wydatki publiczne na sztukę sa tam najhojniejsze w całym wolnym świecie”, s. 153. [11] Tamże, s.153. [12] Tamże, s. 163. [13] Joschka Fischer: „Jan Paweł II jest przekonanym Europejczykiem Rozmawialiśmy o Europie i przystąpieniu Polski do Unii; także o tym, jak ważne jest, aby Papież, który rozumie, jak istotne jest to dla Polski, towarzyszył temu procesowi. Rozmawialiśmy o zakończonej sukcesem pielgrzymce do Ziemi Świętej, z której Papież właśnie wrócił, i o Niemczech. Papież mówi świetnie po niemiecku,” wywiad „Śmielej, Europo!, op. cit., s. 24.
|
|