Spis numeru

Historia i współczesność

Nowy Przegląd Wszechpolski, Numer 5-6, 2006.

:: Artykuł wstępny
Jan Paweł II Odnowiciel.

:: Temat miesiąca
Zygmunt Zieliński, W tym cała tajemnica.

:: Polityka i strategia
Józef Bizoń, PiS w Fundacji Batorego George’a Sorosa.

Andrzej J. Horodecki, Śluby Jana Kazimierza jako odwołanie się Rzeczpospolitej do Prawa Naturalnego - fundamentu cywilizacji łaćińskiej.

Andrzej Ruraż-Lipiński, To się nie uda.

:: Historia i współczesność
Jerzy Chodorowski, Nowa generacja "Białych plam" Czy Maciej Rataj był masonem?.

Tadeusz Gerstenkorn, 8 marca i patriotyzm.


:: Polska Bogiem silna
Ks. Abp Kazimierz Majdański, Szczyty wielkości naszej Ojczyzny.


:: Archiwum
:: Redakcja

Jerzy Chodorowski

Nowa generacja "Białych plam"
Czy Maciej Rataj był masonem?

Na wstępie niezbędne wyjaśnienie: artykuł niniejszy nie jest reakcją na esej p. dr Teresy Bloch o Macieju Rataju, opublikowany w numerze 1-2 NPW z 2006 r. W swej istotnej części powstał pod koniec minionego roku, a tylko przypadkowo ukazuje się drugiej po publikacji pracy p. dr T. Bloch. W opracowaniu swym powołałem się na M. Rataja jedynie jako na przykład związany z pewnym zjawiskiem – jak mi się wydaje – godnym uwagi i omówienia. Równie dobrze mogłaby go zastąpić jakaś inna osobistość naszego dwudziestolecia międzywojennego. Nie zamierzałem więc przedstawić pełnej sylwetki M. Rataja. Problem, który mnie zainteresował, wykracza poza osobowość tej czy innej jednostki. Następstwo czasowe zatem nie oznacza w tym wypadku następstwa przyczynowo-skutkowego.

ISTOTA PROBLEMU

Minęło już sześć lat od ukazania się pierwszego tomu Encyklopedii „Białych Plam” (EBP). Kto choćby dorywczo próbował odzyskać naszą młodzież dla historii Polski i wyrwać ją z obojętności (nierzadko i z odrazy) wobec dziejów własnego narodu, ten doskonale wie jak wielką pomocą w takich zmaganiach może być i bywa ta encyklopedia. Nie ma więc przesady w jakichkolwiek wyrazach uznania i wdzięczności dla autorów tego pomysłu i dla Polskiego Wydawnictwa Encyklopedycznego, które go realizuje. Tego rodzaju akcje zakrojone na wielką skalę, wymagają jednak ze strony ich beneficjentów (w tym wypadku rzeszy czytelników) stałej obserwacji i troskliwej pieczy o nienaruszalność celów, którym mają służyć. Chodzi o to, by zadania ich nie zostały wypaczone: by ludzka słabość albo ataki zła pochodzące z zewnątrz nie zniszczyły szlachetnych zamiarów i nie obróciły ich w straty i krzywdy. Zresztą samo Wydawnictwo zachęca czytelników, a przede wszystkim subskrybentów Encyklopedii, by zgłaszali swe uwagi, oceny i propozycje.

Nie będzie więc uzurpacją, jeśli czytelnicy-subskrybenci zwrócą uwagę na pewną niebezpieczną tendencję, nasilającą się w poszczególnych artykułach EBP, a polegającą na tym, że ich autorzy jednocześnie z usuwaniem dawnych „białych plam” (głównie peerelowskich), albo nawet bez ich usuwania, tworzą nowe „białe plamy”. Powstaje jakby nowa ich generacja. Zjawisko to daje się zauważyć wyraźnie już w tomie XIV i XV. Na razie nie osiągnęło jeszcze stanu alarmowego, ale gdyby nasilenie jego dalej wzrastało, szybko okaże się potrzeba dodatkowych suplementów, a potem, kto wie, czy nie od początku nowej, odkażonej, edycji całej EBP.

Tendencję tę można pokazać na wielu przykładach, wydaje się jednak, że najlepiej ilustruje ją przykład biogramu Macieja Rataja (t. XV). „Biała plama” może być rozumiana dwojako: albo w sensie szerokim, oznaczającym, że duży kompleks informacji na jakiś jeden temat jest w kulturze narodowej zupełnie bądź prawie zupełnie nieznany czy przemilczany (np. przez jakiś czas „zbrodnia katyńska”, „Gen. Włodzimierz Zagórski”), lub też w sensie wąskim, oznaczającym, że w jakimś haśle tematycznym tylko poszczególny fakt został pominięty, fałszywie przedstawiony lub błędnie oceniony. Powstaje zatem pytanie, jakie to „białe plamy” – w sensie pierwszym czy drugim – uzasadniły umieszczenie biogramu M. Rataja w EBP? Absolutnie nie mogła to być plama w sensie szerokim. Polityk ten bowiem nie był w PRL-u ani nieznany, ani nie bywał przemilczany. Polski Słownik Biograficzny (PSB) zamieścił (1987 r.) rzetelny, skrupulatnie udokumentowany, bardzo dobry jego biogram, napisany przez Stanisława Konarskiego; w warszawskim Parku Dreszera odsłonięta została (w 1985 r.) tablica poświęcona żołnierzom 10 Dywizji Armii Krajowej im. M. Rataja, imieniem jego nazwano ulicę na warszawskim Mokotowie, a także Uniwersytet Ludowy w Rachniach. Rataj był jednym z bohaterów filmu Śmierć Prezydenta itd. Nie pozostał więc zapoznanym sternikiem państwa. Wobec tego mógł się dostać do EBP tylko na podstawie jakichś „białych plam” w wąskim znaczeniu, dostrzeżonych w jego życiorysie przez redakcję Encyklopedii.

Prawdopodobnie chodziło tu o co najmniej dwuznaczną rolę Rataja w jego mediacjach między stronami walczącymi w czasie zamachu majowego w 1926 r., które doprowadziły do kapitulacji wobec buntowników i zalegalizowania przewrotu. Tymczasem duża część narodu nie aprobowała postawy i zachowania się Rataja, dlatego w jego życiorysach sprawa ta była pomijana lub opatrywana nieprzekonującymi komentarzami. Stanowiła więc w nich swoistą „białą plamę”. Redakcja spodziewała się, być może, że autor biogramu Rataja plamę tę usunie i dlatego udzieliła mu miejsca w Encyklopedii. Jednakowoż argument wysunięty przez niego nie tylko plamy tej nie usunął, ale wprowadził nową, drugiej generacji. Jego teza bowiem, że do jednego z największych osiągnięć Rataja w tym czasie zaliczyć należy wydanie nakazu bezwzględnego zaprzestania walk ze strony tzw. wojsk rządowych, dzięki czemu uniknięto wojny domowej, niczego nie wyjaśnia, ani nie usprawiedliwia. Gdy bowiem 14 maja 1926 r. Rataj nalegał na prezydenta Wojciechowskiego, by zrezygnował z urzędu, armia wielkopolska była gotowa do wymarszu na Warszawę. Dowódcy wojsk rządowych obecni w Wilanowie przy prezydencie Wojciechowskim doradzali mu (m.in. także późniejszy generał Władysław Anders) wstrzymanie się z rezygnacją. Gdyby Rataj nie nalegał lub gdyby Prezydent mu nie uległ, istniałaby dalej duża szansa stłumienia buntu i wtedy nie byłaby potrzebna – przypisywana Ratajowi jako zasługa – legalizacja przewrotu.

Druga nowa biała plama powstała w encyklopedycznym biogramie Rataja w wyniku pominięcia przez jego autora bardzo ważnej pozycji bibliograficznej: wspomnianego wyżej życiorysu Rataja, autorstwa S. Konarskiego, opublikowanego w PSB. Wskutek tego autor biogramu encyklopedycznego nie wiedział o bardzo ważnym fakcie z życia Rataja, który podaje Konarski: Wedle Leona Chajna (historyka masonerii), R. od ok. 1918 r. był członkiem kółka masońskiego <444> zwanego również , a w latach trzydziestych uczestniczył w stałych zebraniach grona osób należących do masonerii i był na tych zebraniach referentem w sprawach parlamentarnych i oświatowych. Natomiast Ludwik Hass (także historyk masonerii) kategorycznie temu zaprzecza. Również sam R. kilkakrotnie stwierdzał publicznie, że nie ma nic wspólnego z masonerią.

A więc był masonem czy nie był? Konarski oczywiście nie miał obowiązku rozstrzygnięcia tego dylematu. Stąd przed zainteresowanymi tym pytaniem, do których należy i piszący te słowa, stoi otworem tylko jedna droga: rzetelnego zestawienia argumentów przemawiających za przynależnością Rataja do masonerii i argumentów przeciw tej tezie, droga ich analizy i oceny.

ARGUMENTY „ZA”

1. Tadeusz Święcicki, wysoki urzędnik w Prezydium Rady Ministrów, pełniący w latach dwudziestych XX w. odpowiedzialne funkcje przy kolejnych dziewięciu premierach, sam nienależący do masonerii, ale dzięki powiązaniom jego najbliższych krewnych z tą organizacją był doskonale zorientowany w jej stosunkach personalnych, napisał w swych wspomnieniach (paryskie „Zeszyty Historyczne”, 1964, z. 4, s. 245), że w 1926 r. wybitni masoni odegrali rzeczywiście poważną rolę w uporządkowaniu i znormalizowaniu sytuacji prawnej po rezygnacji prezydenta Wojciechowskiego. „Brat” Maciej Rataj jako marszałek sejmu musiał wtedy objąć przejściowo funkcje prezydenta Rzeczypospolitej, a w pierwszym rządzie pomajowym premierem został „brat” Kazimierz Bartel, ministrem przemysłu i handlu „brat” Hipolit Gliwic, (...) a tekę spraw zagranicznych objął (...) „brat” August Zaleski.

2. W każdym kraju o ustroju parlamentarnym istnieją kręgi osób związanych działalnością polityczną, w których są zbierane, tworzone, przetwarzane i oceniane informacje dotyczące różnych osobistości czynnych w życiu publicznym. Istnienie takich ośrodków opiniotwórczych jest konieczne do prawidłowego funkcjonowania całego ustroju. Dlatego też nie wszystkie i nie zawsze kursujące w nich opinie o politykach są zmanipulowane. Ponieważ są weryfikowane i oceniane, zarówno poszukujący ich, jak i oferujący je nie działają wbrew własnemu interesowi i na ogół dbają o ich wiarygodność. Dotyczy to również opinii o M. Rataju. Najlepszym dowodem, że miały one znaczenie dla życia publicznego, było przekazywanie ich przez ludowców Wincentemu Witosowi – przymusowemu emigrantowi w Czechosłowacji (1933-1939). Witos skrupulatnie odnotowywał je w swoim dzienniku (Moja tułaczka, Warszawa 1967). Np. pod datą 6 października 1935 zapisał: Bobek (...) boi się także, czy Rataj nie spełnia nakazów masonerii, gdyż chodzą wieści, że tam należy. I dalej: Przybył p. Gruszka (...). Narzeka na niepotrzebną uległość Rataja wobec matadorów wiciowych (...). Wyraża obawę, czy Rataja nie łączy z nimi masoneria; 30 grudnia 1936 r.: Jak się później dowiedziałem, tym pośrednikiem między Ratajem a Miedzińskim i Rydzem-Śmigłym był p. Strzetelski. (...). Informatorzy mówili mnie także, że jest to gra prowadzona przez masonerię, która ma swe gniazdo na ul. Koszykowej u p. Tennenbauma. Wśród listów imieninowych Witos otrzymał w 1937 r. także list P. Dzendzela, który twierdził, że masoneria wyznaczyła p. Henryka Tennenbauma do pilnowania polityki p. Rataja. On to zadanie spełnia bardzo pilnie i skutecznie; 21 lutego 1937 r.: P. Popiel szeroko opowiada o Rataju (...), Miedziński [piłsudczyk, wolnomularz] głosi po kawiarniach, że Rataj był u niego i że on go owinął koło palca. Tennenbaum [także wolnomularz] zastępuje przy Rataju interesy masonerii; 12 sierpnia 1939 r.: Bagiński mówił, że masoneria ciąży na Stronnictwie. Wie, że tam należą Rataj, Thugutt, Graliński.

3. W paryskim czasopiśmie emigracyjnym „Horyzonty” pojawił się (XII 1957 r.) artykuł ks. Jana Wojciechowskiego, TJ, pt. Wspomnienie o marszałku Rataju. Autor jego pisze, że w więzieniu marszałek powoli wracał do sił. Stał się bardzo skupiony i często modlił się. (...). Poprosił ks. Mystkowskiego o spowiedź i przyjęcie oświadczenia o wyrzeczeniu się masonerii. Marszałek w gorących słowach przepraszał społeczeństwo polskie za błędy, jakie mógł w życiu popełnić, a zwłaszcza za zgorszenie należenia do masonerii. Jestem pewien – mówił – że nie wyjdę stąd żywy i chcę umrzeć jako wierny syn Kościoła Katolickiego. W 1976 r. relację tę przypomniał J. Giertych w liście do londyńskich „Wiadomości” (nr 6, s. 6).

4. We wspomnieniach Rataja (Pamiętniki 1918-1927, Warszawa 1965) na s. 307, pod datą 4 marca 1924 r., znajduje się następujący zapis: Przyjąłem dr. Coudenhove-Kalergiego, propagatora Paneuropy. Młody człowiek, około trzydziestki, inteligentny, opanowany – mówi o swym pomyśle z wiarą i przekonaniem maniaka (...). Wyznał mi, że jest członkiem masonerii, a uważając mnie za „wtajemniczonego”, był otwarty i wylewny. Pozyskał dla swej idei młodego Stinnesa, który go subwencjonuje, Stresemann (także członek masonerii!) przychyla się do Paneuropy (grubo mi się to wydaje nieprawdopodobne!); w Warszawie zdołał p. Coudenhove zetknąć się z dyrektorem Banku Łódzkiego (nazwiska nie pamiętam – zdaje się Żyd), który mu obiecał pomoc finansową. Jedną z podstaw, na których zbudowany plan Paneuropy – to nienaruszalność obecnych granic; uważałem więc za wskazane być pełnym uznania dla Paneuropy i jej autora.

ARGUMENTY „PRZECIW”

1. Zdaniem L. Hassa („Więź”, 1976, nr 6, s. 107-125) Artykuł T. Święcickiego niewiele posuwa sprawę naprzód, gdyż autor ów nie był wolnomularzem i powtórzył jedynie krążące opinie. (Por. Argumenty „za”, nr 1).

[Argument ten jest nieprzekonujący, gdyż:

a) Święcicki nie przekazywał wyłącznie to, co słyszał, ale także to, co widział. Gdy jako korespondent PAT-a w Berlinie, przyjeżdżał w latach 1925-29 do Warszawy, zatrzymywał się zawsze w domu swego brata ciotecznego, adwokata Franciszka Paschalskiego, o którego przynależności do masonerii przekonał się dowodnie sam, bez czyjejkolwiek pomocy. Różne sytuacje domowe pozwalały mu obserwować drzwi salonu, za którymi odbywały się zebrania loży. Gdy drzwi się otwierały i obradujący opuszczali salon, mógł dokładnie widzieć, kto uczestniczył w zebraniu. We wspomnieniach wymienia ich nazwiska. Po latach znalazły się one w pracach... Ludwika Hassa o masonach polskich jako nazwiska osób, których przynależność do masonerii nie ulega wątpliwości. Nie był więc Święcicki tylko tubą cudzych opinii;

b) Cieszył się stale zaufaniem polskich masonów, odkąd był łącznikiem między nimi a Piłsudskim tuż po jego powrocie w 1918 r. z Magdeburga. Znajomość z Komendantem wynikała stąd, że był jego pierwszym referentem prasowym i pętał się w jego otoczeniu czy też adiutanturze. Widocznie nie zawiódł ich zaufania, skoro po II wojnie światowej W. Cz. Loży „Kopernik” w Paryżu, Jerzy Langrod, ułatwił mu dojście do niedostępnych druków i źródeł informacji, dzięki czemu mógł dzielić się faktami sprawdzonymi w dokumentach pochodzących z różnych stron (paryskie „Zeszyty Historyczne”, 1964, nr 6, s. 231). Trzeba jeszcze dodać, że tenże sam Jerzy Langrod był dla L. Hassa niepodważalnym autorytetem w identyfikacji osób należących do wolnomularstwa. Ogromna ilość biogramów masońskich zamieszczonych w jego dziełach ma to samo źródło: Langrod.]

2. Nieprawdą jest, że Rataj przed śmiercią wyspowiadał się, wyrzekł się masonerii i przeprosił społeczeństwo polskie. L. Hass bowiem dotarł w 1966 r. do ks. prałata Mystkowskiego, który w 1940 r. przebywał w jednej celi z Ratajem. Ksiądz zaprzeczył wersji wydarzeń zrelacjonowanych przez ks. Jana Wojciechowskiego, TJ, i opublikowanych w „Horyzontach”. Jak konkluduje Hass, Sprawa bowiem ograniczała się do tego, że w celi więziennej Rataj nie przeszkadzał wspólnym modłom więźniów.

[Argument ten wydaje się wielce niepoważny. Oto uczony tej miary co L. Hass podaje do wierzenia jako pewnik nie wymagający nie tylko udowodnienia, ale nawet wyjaśnienia, że ksiądz tak powiedział. Koniec, kropka. Czytelnikowi nie pozostaje nic innego jak tylko zdobyć się na heroiczny akt zawierzenia tak wielkiemu autorytetowi. A przecież chodzi tu o dobre imię iluś ludzi. Przynajmniej jeden z księży został posądzony o kłamstwo. Jak do niego doszło? Jak sprawę wyjaśniał ks. Mystkowski? Przecież spotkanie nie ograniczyło się do wysłuchania zaprzeczenia. Nie wiemy nic. Dramatis personae w większości już nie żyją. Sprawa zamknięta.

Po drugie, można by się jeszcze skłonić przed autorytetem, ale wielce podejrzanie brzmi zakończenie relacji: „Rataj nie przeszkadzał wspólnym modłom więźniów”. Znaczy to, że w obliczu śmierci nie załamał się, nie włączył się do modłów, pozostał twardy i wyniosły, a przy tym szlachetnie tolerancyjny. Rzecz w tym tylko, że zbyt wyraźnie pobrzmiewa tu wolnomularska poprawność ideologiczna. Ale jeśli tak rzeczywiście było, to nasuwa się wniosek, że od takiego wizerunku Rataja bliżej jest do hipotezy (którą Hass odrzucał), że należał do wolnomularstwa, niż do hipotezy, że nie należał.

Po trzecie, L. Hass widocznie przeoczył jeden z zapisów w Pamiętnikach Rataja (z 19 IV 1924 r., s. 211), który dziwnie – zastanawiające – dopełnia się z pierwotną wersją całej sprawy, opublikowaną na łamach „Horyzontów”: Chodziłem po kościołach – dziwnie puste!. Muszę być bardzo wyczerpany – w kościele Franciszkanów rozpłakałem się jak dziecko. Nerwy, czy rozczarowanie w stosunku do ? Trzeba się bronić pracą.

Po czwarte, Leon Chajn widocznie odrzucił rewelacyjną informację L. Hassa jako niewiarygodną, skoro w swej drugiej pracy (Polskie wolnomularstwo 1920-1938, Warszawa 1984) raz jeszcze powtórzył bez zmian i komentarza pierwotną wersję zachowania się Rataja, opartą na artykule ks. Wojciechowskiego.]

3. Zdaniem L. Hassa Pamiętniki Rataja nie świadczą o jego intencji ukrycia związków z masonerią. „Są bowiem notatkami dziennymi sporządzanymi bez myśli o ich publikacji. Zresztą autor mógł w ogóle odpowiednie epizody pominąć milczeniem.” (s. 117).

[Argument powyższy jest całkowicie chybiony, ponieważ:

a) jeśli nawet nabralibyśmy pewności, że Rataj nie miał zamiaru ich publikacji, to musielibyśmy przyjąć, że jako polityk doświadczony i świadomy różnych działań zakulisowych, liczył się z możliwością ich opublikowania przez kogoś po jego śmierci lub z dostaniem się rękopisu w niepowołane ręce. (Po wojnie zaopiekowali się nim przyjaciele Rataja: „brat” S. Osiecki oraz W. Kiernik i K. Bagiński). Dlatego też zamieścił w nim ileś kamuflaży mających zdezorientować niewtajemniczonego czytelnika co do jego powiązań z masonerią;

b) W Pamiętnikach nie to jest najważniejsze, co Rataj mówi o sobie, lecz to, co mówi o nim pewien wysoki dygnitarz masoński, 33 stopnia wtajemniczenia, hr. Richard Coudenhove-Kalergi. Zapis ten jest bowiem koronnym dowodem przynależności Rataja do masonerii. Gdyby wszystkie dotychczas wymienione argumenty za tą przynależnością okazały się niewiarygodne, ten jeden wystarczyłby za tejże przynależności autorytatywne świadectwo. Dlaczego? Dlatego że jest rzeczą wysoce nieprawdopodobną, graniczącą z niemożliwością, by taka osobistość jak Coudenhove, któremu masoneria austriacka (był członkiem wiedeńskiej loży Humanitas) zawierzyła i powierzyła realizację idei integracji Europy, który był głównym ideologiem Paneuropy i pionierem jej realizacji, by ten człowiek wyjeżdżając w podróż po Europie celem zakładania narodowych oddziałów Unii Paneuropejskiej, nie otrzymał od „braci” wiarygodnych informacji, kto w poszczególnym kraju jest masonem, który może mu udzielić pomocy. Na tej podstawie trafił do gabinetu Rataja i odbył z nim szczerą rozmowę. Możemy się domyśleć, że podczas przywitania obaj panowie podali sobie dłonie „w sposób przepisowy”, więc gość mógł się tylko upewnić, że będzie rozmawiać z „bratem”, dzięki czemu – jak notują Pamiętniki – był otwarty i wylewny (s. 307). Tylko Rataj spuścił na tę scenę kamuflaż zdziwienia. ]

4. Po co sięgać po świadectwa innych ludzi i po dowody pośrednie, lepiej zapytać wprost Rataja, czy był członkiem masonerii. Zatem – „głos ma oskarżony”: Dotycząca mnie wiadomość, podana przez L. K. w „Polityce”, jest nieprawdziwa, albowiem do Loży Wielkiego Wschodu nie należę i nigdy nie należałem. Dodam zaś (...), że od 16 lat nie jestem związany z żadną w ogóle niejawną organizacją, zespołem czy mafią, które by w jakikolwiek sposób wpływały lub mogły wpłynąć na moją działalność polityczną (...).

Jedni historycy (jak np. prof. L. Hass czy dr T. Bloch w cytowanym wyżej artykule) uważają oświadczenie Rataja za w pełni wiarygodne, inni (jak np. Leon Chajn, sam mason, dobrze zorientowany w realiach masonerii polskiej) dostrzegają w nim wiele elementów podważających jego wiarygodność.

[Rzeczywiście nasuwa ono kilka istotnych wątpliwości:

a) Zazwyczaj przytaczane jest na dowód, że Rataj w ogóle do masonerii nie należał, gdy tymczasem on odżegnuje się jedynie od przynależności do Wielkiego Wschodu. Jak wiadomo jednak, jest to tylko jeden z odłamów wolnomularstwa, drugim zaś jest tzw. ryt szkocki, reprezentowany w poszczególnych krajach przez organ naczelny zwany Wielką Lożą Narodową. Więc Rataj mógł mówić prawdę, a jednocześnie być powiązany ze „szkotami”.

b) Podkreślenie części ostatniego zdania w oświadczeniu pochodzi od L. Chajna. Wprawdzie autor ten nie komentuje go, jednak intencja jego jest wyraźna. Chodziło mu o zwrócenie uwagi na to, że Rataj wypiera się związków jedynie z takimi organizacjami tajnymi (a więc i z masonerią), które wpływały lub mogły wpływać na jego działalność polityczną. Nie wypiera się natomiast udziału w takich organizacjach tajnych, które – według jego mniemania oczywiście – nie wpływały lub nie mogły na taką jego działalność wpływać. Mógł więc mówić prawdę i jednocześnie do takiego związku należeć. Jak to możliwe? O co tu chodzi?

Od bardzo dawna masoneria stosuje praktykę tzw. „usypiania” tych spośród „braci”, którzy zajmują wysokie stanowiska państwowe czy społeczne. Polega ona na zawieszeniu przez Wielką Lożę danego kraju ich formalnego związku z masonerią (nie płacą składek, nie uczestniczą w zebraniach ani akcjach swej loży), by nie utrudniać im działalności. Dla loży jako organizacji nie istnieją: „śpią”. Loża jednak pozostaje z nimi dalej w ścisłych kontaktach, ale na różnych terenach i w różnych środowiskach pozaorganizacyjnych. Otóż jeśli Rataj był takim „uśpionym” masonem, a wykluczyć tego nie można, to mógł powiedzieć, że nie należy do żadnej tajnej organizacji, która wywiera na niego wpływ polityczny, i jednocześnie należeć do masonerii, tzn. być z nią związanym poza jej strukturami organizacyjnymi. Jako bowiem „brat uśpiony” był rzeczywiście odcięty od organizacyjnych wpływów loży i działał autonomicznie, z własnego „napędu”. Pozory prawdy zostały więc zachowane, a istotny sens i intencje oświadczenia dobrze ukryte. Oczywiście tak być mogło, lecz nie wiemy, czy rzeczywiście tak było, bo nie wiemy, czy Rataj miał status brata „uśpionego”. W każdym razie już w 1938 r. – jak podaje L. Chajn – wiarygodność tego dementi Rataja była kwestionowana: „Nasz Przegląd” w polemice z „Nową Rzeczpospolitą” zapewne nie bez racji informował, że zaprzeczenie to sporządzone jest . Sam Chajn wyraził swą opinię wyraźniej w pracy z 1975 r.: W większości wypadków nie zasługują na wiarygodność zaprzeczenia o przynależności do masonerii publikowane w prasie lub manifestowane w inny sposób. Z uwagi na szczególne warunki, w których znajdowali się polscy wolnomularze, organizacja zezwalała poszczególnym swoim członkom i zakonowi jako całości na taką formę obrony. (s. 12). ]

CZY ISTNIEJE DROGA WYJŚCIA?

Wracając do istoty problemu „białych plam” nowej generacji, zilustrowanej na przykładzie biogramu M. Rataja, trzeba jeszcze dodać, że przykład ów zawiera również przestrogę przed epidemicznym charakterem takich plam. Obniżają one wartość nie tylko samego hasła czy biogramu, w którym powstały, lecz mają skłonność do rozprzestrzeniania się i na inne hasła i biogramy. „Białe plamy” powstałe w biogramie Rataja przejdą do wszystkich haseł, w których pojawi się jego nazwisko i „zainfekują” je. Nasuwa się zatem pytanie, czy istnieje jakiś sposób uniknięcia spustoszenia, które może grozić całej Encyklopedii, gdy powstawanie „białych plam” nowej generacji zacznie się nasilać.

Zapewne każdy z historyków, bo o nich tu przede wszystkim, choć nie tylko, chodzi, ma swą własną drogę zminimalizowania tego niebezpieczeństwa. Piszący te słowa pragnie wskazać jedną bardzo prostą, tanią i skuteczną drogę obejścia pułapki „białych plam”: Niech młodzi i młodsi historycy publikujący swe teksty w EBP nie ograniczają się do czytania własnych opracowań, ale niech czytają wszystko, co z najszerzej pojętej dziedziny ich zainteresowań ukazuje się w Encyklopedii. Ot, choćby dla przykładu: wszystkie świetne artykuły ks. prof. Andrzeja Zwolińskiego, rozwijającego piękne tradycje polskiej szkoły masonoznawczej. Tą prostą drogą można się bardzo dużo nauczyć. Polecam ją w duchu pokory, gdyż skuteczność jej poznałem z własnego doświadczenia.


Jan Paweł II Odnowiciel. •  Zygmunt Zieliński, W tym cała tajemnica. •  Józef Bizoń, PiS w Fundacji Batorego George’a Sorosa. •  Andrzej J. Horodecki, Śluby Jana Kazimierza jako odwołanie się Rzeczpospolitej do Prawa Naturalnego - fundamentu cywilizacji łaćińskiej. •  Andrzej Ruraż-Lipiński, To się nie uda. •  Jerzy Chodorowski, Nowa generacja "Białych plam" Czy Maciej Rataj był masonem?. •  Tadeusz Gerstenkorn, 8 marca i patriotyzm.
 •  Ks. Abp Kazimierz Majdański, Szczyty wielkości naszej Ojczyzny. •  Archiwum •  Redakcja

Powrót do strony głównej