Spis numeru

TEMAT MIESIĄCA

Nowy Przegląd Wszechpolski, Numer 5-6, 2006.

:: Artykuł wstępny
Jan Paweł II Odnowiciel.

:: Temat miesiąca
Zygmunt Zieliński, W tym cała tajemnica.

:: Polityka i strategia
Józef Bizoń, PiS w Fundacji Batorego George’a Sorosa.

Andrzej J. Horodecki, Śluby Jana Kazimierza jako odwołanie się Rzeczpospolitej do Prawa Naturalnego - fundamentu cywilizacji łaćińskiej.

Andrzej Ruraż-Lipiński, To się nie uda.

:: Historia i współczesność
Jerzy Chodorowski, Nowa generacja "Białych plam" Czy Maciej Rataj był masonem?".

Tadeusz Gerstenkorn, 8 marca i patriotyzm.


:: Polska Bogiem silna
Ks. Abp Kazimierz Majdański, Szczyty wielkości naszej Ojczyzny.


:: Archiwum
:: Redakcja

Zygmunt Zieliński

W tym cała tajemnica

Leży przede mną pękata koperta różnego rodzaju publikacji na temat Radia Maryja. Aż dziw bierze, skąd tego aż tyle się nazbierało. Okazuje się jednak, że te kilkadziesiąt wycinków prasowych to mały ułamek „dorobku” pismackiego, jakim to radio „zaszczycono”. Tak jest, nie ma tu żadnego błędu i słowo „zaszczycono” jest na swoim miejscu. Trudno wprost uwierzyć, ale ponoć publikacji na temat RM ma być przeszło dziesięć tysięcy. Czy to aby możliwe? Nie uda się tego sprawdzić na poczekaniu. I nie trzeba. Faktem jest, iż rozgłośnia ta cieszy się szczególnymi względami pewnego typu pism, publikatorów i środowisk. Nie jest łatwo dokonać tu jakiejś przejrzystej i logicznej segregacji, bowiem jeśli chodzi o środowiska, to w przedziwny sposób blisko siebie plasują się zarówmo te nie wprost wrogie, ale z racji ideowo-światopoglądowych niechętne jakiemukolwiek oddziaływaniu religijnemu, jak i, niestety, pewne koła kościelne, niekiedy z racji formalnych wysoce reprezentatywne. Przypadek to czy symbioza? Kolejne trudne pytanie. Często stawia je człowiek z ulicy i co mu odpowiedzieć, np. kiedy pyta, czy formy pobożności szerzone przez to radio rzeczywiście trącą myszką. Ogólnikiem, frazesem, sloganem się nie wykręcisz. Trzeba bowiem wskazać na konkrety, zarówno nabożeństwa, modlitwy, jak i przekazy prawd religijnych propagowane przez rozgłośnię, i jasno powiedzieć, czy służą one współczesnemu człowiekowi i czci oddawanej Bogu, czy też stanowią praktyki wyciągnięte z lamusa, nikomu niepotrzebne, nawet szkodliwe. Jakże to rzucić w twarz milionom ludzi modlących się wraz z Radiem Maryja na różańcu, odmawiających Koronkę do Miłosierdzia Bożego, słuchających słów zawartych w Dzienniczku św. Siostry Faustyny, uczestniczących w katechezach i szukających w nich odpowiedzi na ważne dla nich pytania? Oni powinni się dowiedzieć, czy modlą się zgodnie ze stale aktualną praktyką Kościoła, czy też może po prostu błądzą, uwodzeni przez o. Rydzyka i jego rozgłośnię. Jeśli wątpliwości w umysły tych ludzi sączy „Gazeta Wyborcza”, KAI czy podobne publikatory, to pół biedy. Jeśli głos taki pochodzi, najogólniej mówiąc, z wnętrza Kościoła, to nie można puszczać go mimo uszu. Jest zbyt ważny.

Na ogół ataki na RM nie bywają podbudowane konkretami potwierdzającymi formułowane zarzuty. Są to gołosłowne biadania nad tym, jaką to truciznę sączy ta rozgłośnia, jaki jad, jaką nienawiść. Dziwne to i śmieszne, choć smutne zarazem. Przecież ataki na RM są nie tylko podszyte nienawiścią, ale z niej wręcz utkane. Czyż to nie faryzeizm najwyższej próby?

Nie piszę tego a priori, bowiem równie często zdarza mi się słuchać Radia Maryja, jak i śledzić napaści na nie. Oczywiście autorzy tych ostatnich podobnego trudu sobie nie zadają. Co najwyżej wyjmują jakiś fragment z Rozmów niedokończonych i wałkują jego „niepoprawność”, bo przecież nie fałsz czy inną niedomogę. I to jest sedno sprawy. Tak, właśnie to. Bowiem gdyby w RM panowała poprawność narzucona przez tych, których ponoć zgroza ogarnia na myśl o rzekomym powrocie cenzury, jak to ostatnio widać i słychać, to można by tam odprawiać nabożeństwa nie tylko sprzed ubiegłego, ale nawet sprzed wielu stuleci. Bo w gruncie rzeczy te nabożeństwa, ta katecheza z trudem formująca naszą świadomość religijną to dla środowisk libertyńskich, władających niemal niepodzielnie naszymi mediami, rzecz całkowicie obojętna. Radio Maryja po prostu przypomina Polakom, kim są i kim być powinni. Przypomina o naszej wielkości, ale także o tych jawnych, niekiedy krzyczących lub wstydliwie ukrywanych wadach. Rozgłośnia przywołuje ludzi, którzy mają coś do powiedzenia, gości polityków i rzeczoznawców różnych dziedzin. Oczywiście nie daje do rąk mikrofonu każdemu, postępując w tym względzie podobnie zresztą jak wszystkie inne media. A kogo to przywołuje się w mediach publicznych i komercyjnych do zabierania głosu w sprawach Kościoła, religii czy zjawisk z nimi związanych? Czyż nie osoby o gwarantowanej „poprawności”, i to bynajmniej nie w odniesieniu do wartości, o których mówią, ale właśnie do tego, kto ich na fonię i wizję wprowadza. W tym przypadku nie chodzi mediom bynajmniej o reprezentatywność tych wypowiedzi. Wręcz przeciwnie, one doskonale wiedzą, jaki jej stopień posiada np. „Tygodnik Powszechny”, a jednak u tego źródła szuka się odpowiedzi na pytania żywotne dla katolików i Kościoła. Dlaczego? Po prostu z góry wiadomo, że uzyska się odpowiedź „poprawną”. Takie są fakty. Gdyby poważnie traktowano opinię publiczną, gdyby nie to „moherowe” kryterium jej oszacowania, to zdawano by sobie sprawę, jak wielkim nadużyciem jest dziś forsowanie ocen i opinii nic niemających wspólnego z rzeczywistością. Potwierdzeniem tego są monotonne w swej treści i nachalne w sposobie próby denuncjacji Radia Maryja, tak wobec opinii polskiej, jak i zagranicznej.

Czy można jednak sobie pozwolić na bezkrytyczną afirmację tej rozgłośni? To byłoby coś najgorszego, co można by jej zaaplikować. Jestem zdania, że zbyt energiczna obrona przed krytyką, a tą Radio to słynie, nie służy dobrze jego wizerunkowi. Dopuszczenie na antenę polemik, nawet gdyby przybierały one postać wulgarnych inwektyw, bo niestety wielu „polemistów” takim właśnie arsenałem dysponuje, bardzo pozytywnie służyłoby podnoszeniu autorytetu Radia. O telewizji „TRWAM” nie wypowiadam się, bo nie mam możliwości jej śledzenia. Jestem przekonany i chyba wielu to przekonanie podzieli, że takie audiatur et altera pars nie zabrałoby ani wiele czasu antenowego, ani nie stanowiłoby dla przesłania rozgłośni szczególnego zagrożenia, bowiem podlegałoby takiej samej regulacji czasu wypowiedzi jak inne programy, a nadto występowałoby tylko w audycjach takich jak właśnie Rozmowy niedokończone, a przecież to zaledwie niewielki procent całego czasu emisji Radia. Poza tym dialog w pełnym tego słowa znaczeniu, zatem także z głosami przeciwników, jest lepszy niż bezpieczne chowanie się za wyłącznik mikrofonu.

Inna sprawa, która mnie osobiście razi, a chyba nie tylko mnie, to nadużywanie sloganów używanych jako równoważniki poważnych przecież treści, dotyczących narodu, historii, nawet współczesności przełożonej na instytucje publiczne, państwo, ideologii, nie wyłączając najgłębiej w człowieku tkwiących przekonań i pokładów świadomości. Trywializowanie tego i wbijanie do głowy metodą powtarzania tych samych nużących monologów dyrektora RM może satysfakcjonować ludzi o ograniczonej wyobraźni i podatnych na sugestywność słów raczej niż ich treści, jest jednak dla osób ceniących swą autonomię intelektualną i duchową nie do strawienia. A tak mało przecież trzeba, by się od takiej retoryki uwolnić. Być może czeka na to wielu tych, którzy rozpoznając właściwie intencje i znaczenie społeczne Radia Maryja, obawiają się, by przez zgłoszenie zastrzeżeń w tej materii nie przyłączać się mimo woli do chóru „paszkwilantów”. Rozumowanie poprawne, choć wydaje się, że pozbawione słuszności.

Radio Maryja jest bardzo często, zarówno przez jego wiernych zwolenników, jak i zawziętych przeciwników, identyfikowane z ojcem Tadeuszem Rydzykiem. Nie trzeba dowodzić, że nawet najlepsza inicjatywa, jeśli jedynym jej fundamentem jest człowiek, stoi na grząskim gruncie. Nie trzeba odwoływać się do takich postaci jak Karol Wielki czy Napoleon, żeby dowieść tej prawdy. Śledząc przepojone nienawiścią i żądzą zniszczenia ataki na Radio Maryja, trudno orzec, czy bardziej pragnie się unicestwić rozgłośnię czy też jej twórcę, dyrektora i, co tu mówić, organizatora, jakich na próżno wypatruje polska gospodarka, czyli ojca. Rydzyka. Ataki na niego budzą przekonanie, zarówno jego wielbicieli, jak i bezstronnych obserwatorów, że dopóki on stoi na czele Radia Maryja, ma ono określone przesłanie. Liberałów wszelkiej maści drażni zarówno ono, jak i autorytet tego redemptorysty. Nic dziwnego, że u przeciętnego człowieka rozgłośnia i jej dyrektor zlewają się w jedno. Ten swoisty „kult jednostki” nie służy Radiu, które ma w końcu ważną misję do spełnienia. Jak to czynią inne rozgłośnie, indoktrynując słuchaczy zgodnie z wyznawaną ideologią i światopoglądem, podobnie i Radio Maryja stara się swoich słuchaczy uświadamiać w kwestiach religijnych i narodowych. Tylko władze kościelne mają tu prawo i obowiązek reagować w przypadku stwierdzenia błędów tkwiących w tej indoktrynacji. Kościół w tym względzie ma jednak obiektywne normy kanoniczne i tylko one mogą tu być decydujące. Trzeba sobie też uświadomić, że Radio to, skoro tylko uda się sprowadzić jego emisję do banału, jakim legitymuje się niejedna rozgłośnia katolicka, choć oczywiście nie każda, przestanie kogokolwiek obchodzić. Nie będzie wtedy już owego „jadu” prawdy o wielu sprawach, których poruszanie jest obrazą dla „gigantów intelektualnych” wszelkiej maści, a przy okazji psuje dobrze płatną robotę wychowywania Polaków według modelu nijakości. Przecież trudzi się w tym kierunku po części nawet szkoła, media komercyjne, a często także i te opłacane przez społeczeństwo. Sekundują temu „zbożnemu” trudowi prania mózgów powszechnie lansowane, niekiedy nawet uznawane, „autorytety moralne”, dziś częściej określające siebie mianem elity intelektualnej, co jest mniej albo zgoła niezobowiązujące. Tak ostro krytykowana rozgłośnia przeciwstawia się dążeniom usiłującym usunąć chrześcijaństwo jako niewygodny relikt dla wysterylizowanego z Prawdy świata. Można to nazywać czarnowidztwem, a najlepiej fundamentalizmem, terminem bezmyślnie powtarzanym nawet w niby kompetentnych kręgach kościelnych. Fundamentalizmem odznacza się raczej ta nowa wiara, zamykająca człowieka w kręgu materii i doczesności. Ona głosi swą antyewangelię pełnym głosem i bez niedomówień. Co by powiedzieć o Radiu Maryja, mówi ono takim samym głosem o prawdach, które ta! Nawet dziecko potrafi dziś dostrzec, że Radio Maryja jest potęgą. Gdyby tak nie było, tak wiele rąk nie wyciągałoby się po kontrolę nad nim. To jeszcze jeden impuls do wzmożonej i poważnej samokontroli. Ona chyba jest najskuteczniejszą obroną.

Radio Maryja można jednak zniszczyć bez większego trudu. Dla wielu w Polsce oznaczać to będzie zniszczenie Kościoła. Nic bardziej fałszywego. Historia uczy, że uderzenie w Kościół, obojętnie z jakiej by strony przyszło, często skutkowało dla jego dobra. A jest tak dla tej prostej, a często mało zauważanej przyczyny, że Opatrzność Boża nie tylko się człowiekiem posługuje, ale także czuwa nad jego poczynaniami.

Komu wolność a komu cenzura?

Nagonka na Radio Maryja trwa nie od dzisiaj. Kiedyś pisałem na tych samych łamach o swoistej reklamie, jaką rozgłośni tej robią jej przeciwnicy. Chyba zrozumieli to oni sami, bowiem od denuncjacji, naiwnych, ale działających na publiczkę filmów, z których rzekomo miało wynikać, iż „imperium ojca Rydzyka” to coś w rodzaju mafii pruszkowskiej, przechodzi się do akcji bardziej przemyślanej. Jest też w robocie prokuratura, której podsunięto najsmakowitszy kąsek – rzekomą malwersację, umajoną pikantnym szczegółem na temat gry na giełdzie „społecznymi pieniędzmi”. Człowiek nieobyty z giełdą i podobnymi instytucjami myśli zaraz o ruletce, szulerni. Jak tu nie rwać szat, kiedy taki autorytet nie gardzi podobnymi zabawami! Otóż gdyby teatrzyk „świętego oburzenia” rzekomo zgorszonych mediów, po faryzejsku kwękających nad szkodami, jakie Kościół musi wskutek takiego jednego redemptorysty ponosić, zastąpiono rzeczową, trzeźwą relacją faktów, jakie miały miejsce, trzeba by po prostu powiedzieć, iż kolekta na stocznię po prostu nie wypaliła, bowiem nie za takie pieniądze, jakie na stocznię zebrano, można było ją uratować. Następnie wypadałoby przypomnieć, że ogłaszano w Radio Maryja, a chyba także w „Naszym Dzienniku”, gdzie i jak można odebrać ofiarowane kwoty, zaznaczając, że możliwe jest także ich przekazanie na fundusz medialny Radia Maryja (być może inaczej to się nazywało). Zamiast tych informacji w obecnie nakręcanej nagonce na Radio Maryja, telewizję „Trwam” i „Nasz Dziennik”, bo pod pręgierzem stoją wszystkie te publikatory, wypytuje się przygodnych ludzi, z pewnością niepoinformowanych o wymienionych tu okolicznościach, i publikuje się w komercyjnych i społecznych mediach te grubymi nićmi szyte reportaże. Przypomina to „perswazje robotników” organizowane przez SB zwłaszcza w 1968 r., z jedną różnicą, oprócz ustnych były tam wtedy także „perswazje” artykułowane pałami. W sumie jednak budzący wstręt faryzeizm i obłuda, wówczas i obecnie, niczym się od siebie nie różnią. Innymi słowy metoda pozostała nietknięta, podobnie jak media pozostały nietknięte po 1989 r. To jest właśnie problem, który nieprędko przestanie nas nękać.

Obserwując przewrotność cechującą ataki na „imperium ojca Rydzyka”, warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden moment, którego nie dostrzegają nawet osoby zainteresowane tą sprawą – nie z racji ideowych, ale po prostu jako zjawiskiem występującym z niezwykłym wprost nakładem sił i środków, a którego sensu trudno dociec. „Racjonaliści” zwalczający Rydzykowy ciemnogród winni przede wszystkim zastanowić się nad tym fenomenem. Aliści nic z tych rzeczy. O mediach o. Rydzyka mówi się z oburzeniem, niemal rozdzierając szaty. Ktoś by pomyślał, że to jakiś „Playboy”, na którego nie mogą spoglądać cnotliwe oczy. Takie porównanie może jednak wywołać sprzeciw właśnie owych adwersarzy toruńskiej rozgłośni. Bo przecież takim pismom, jak wymienione, a jest ich sporo, należy się miejsce publicznie dostępne, odpowiednie godziny także na antenie, ba, ostatnio trwa „poważna” dyskusja, od jakiego limitu wieku należą się takie „Świerszczyki” dziatwie. I jakże tu stawiać obok siebie te ze wszech miar pożyteczne, zwłaszcza dla wychowania młodego pokolenia w duchu nieograniczonej dozwoloności pisma z tak „gorszącym” radiem czy telewizją, jak te atakowane? A gdzież wolność, spytałby ktoś może? A może zachciewa się komuś – nie byle komu, ale właśnie wierzącym tak jak o. Rydzyk i jego słuchacze – cenzury? Jakiż to krzyk się podnosi na każdą wzmiankę, że wolność zakłada jednak odpowiedzialność, a ta nie kieruje się czyimś widzimisię, ale taką dziś zagubioną drobnostką jak obiektywne dobro. Dla środowisk permisywnych ono nie istnieje, ale czyż mają one prawo występować w roli boga lansującego jakiś antydekalog? Na to musi być przyzwolenie społeczne. A przecież nawet najbardziej liberalny rodzic nie pogodzi się z wykolejaniem swego dziecka, obojętnie, gdzie miałoby się ono odbywać.. Iluż rodziców poniewczasie roni łzy nad swą pociechą, zżeraną narkotykiem lub inną „używką”, tylko dlatego, że uwierzyli prorokom niczym nieograniczonej wolności, gwarantowanej, jakby na ironię, prawami dziecka i całym arsenałem środków prawnych stojących do dyspozycji ich oficjalnego „rzecznika”. Nie pomyli się nikt, mówiąc, że wiele tragedii, dziś już nie na skalę jednostek, ale szerszego ogółu, ma źródło w tak spartaczonym pojęciu wolności.

Cenzura – słowo rzeczywiście o złych notowaniach. Ale znamy ich historyczne zaplecze. Skądinąd jednak cenzura była, jest i będzie; zmienia tylko postać. W tym naszym liberalnym światku istnieje cenzura, kto wie, czy nie dotkliwsza niż w PRL-u. Opanowanie rynku medialnego przez pewne lobby daje im możliwość spychania jednych a promowania innych informacji. Dla wielu decydującą rolę odgrywa autocenzura, bowiem kto nie chce być dotknięty ostracyzmem medialnym, musi być „poprawny”. Wystarczy tylko dla przykładu zwrócić uwagę na osoby i środowiska przywoływane jako miarodajne w sprawach kościelnych. Każdy uczestniczący w życiu Kościoła wie, że ich miarodajność jest żadna, a nawet wręcz przeciwnie, bardzo wielu katolików nawet nie słucha ich wypowiedzi, oszczędzając własne nerwy. Dlaczego media publiczne i komercyjne, tak skore do różnego rodzaju sondaży, na ten temat nie zapytają Kowalskiego? Wiadomo! Po prostu zbyt to niebezpieczne, jeśli chce się bez przeszkód kreować „papierowe” autorytety.

Cenzura! Powiedzmy, że rzecz dziś nie do pomyślenia, choć przecież wiele wskazuje na szkody, jakie przynosi absolutny jej brak, bo oznacza to zarazem brak jakichkolwiek obiektywnych kryteriów określających dobro i zło; to,co niedopuszczalne ze względu na obecność tego ostatniego. Ale jeśli na słowo „cenzura” zżymają się wszyscy „oświeceni”, to dlaczego domagają się jej dla jednego tylko publikatora? Właśnie, tego oni nie chcą powiedzieć. Mówi się, że to niesłychane, by taka rozgłośnia, taka telewizja mogły swobodnie działać. Owszem, wskazuje się na jedną czy drugą wypowiedź rzekomo antysemicką. Ale nawet, gdyby takowa się pojawiła, to przecież nie ona wytycza program tych publikatorów. A poza tym pojęcie „antysemityzm” jest tak rozciągliwe, że trudno cokolwiek powiedzieć w sprawie żydowskiej, by nie narazić się na zarzut antysemityzmu. Właściwie jeśli ktoś twierdzi, że nie było polskich obozów koncentracyjnych, też może być antysemitą, bo kto wie, czy nie kwestionuje w ten sposób holokaustu. Obłęd. Dlaczego takiej cenzury jak w stosunku do mediów o. Rydzyka nie stosuje się wobec publikatorów godzących w Kościół, chrześcijaństwo, uwłaczających papieżowi? Z jednej strony medialne hołdy dla Jana Pawła II, z drugiej, gdzie tylko można, pomniejszanie – nie Jego postaci, bowiem to dziś niewdzięczne zadanie, ale jego nauczania, tej inspiracji, jaka z jego słów i czynów płynęła dla całego narodu, nie tylko dla katolików. A przecież znalazły się plugawe pisma, które bezkarnie opluwały tak cenne dla nas, Polaków, dziedzictwo. Ważyłby się jednak ktoś powiedzieć, że prawdziwy Polak, wierzący czy nie, na takie coś by się nie zdobył ! Dopiero wtedy zadziałałaby cenzura, ta sama, która tyle trudu wkłada w niszczenie jedynego prawdziwie niezależnego katolickiego publikatora.

Bo trzeba sobie jasno powiedzieć: Radio Maryja, telewizję „Trwam” i „Nasz Dziennik” zwalcza cenzura działająca w myśl zasad liberalizmu, który odkąd istnieje, od rewolucji francuskiej, czy jeszcze wcześniej, walczył wyłącznie o wolność dla własnej opcji. Tak też jest w przypadku napaści na wymienione wyżej media. Każdy środek w ich zwalczaniu ich jest dopuszczalny. To nie jezuici, ale właśnie liberałowie kierowali się i kierują zasadą: cel uświęca środki. Oczywiście zawsze szczytem sukcesu było pozyskanie kościelnego wsparcia dla niszczenia przeciwnika. Historia dostarcza wielu na tę okoliczność przykładów. Hildebrand Troll w swej książce Die Papstweissagungen des heiligen Malachias (Przepowiednie papieskie św. Malachiasza, wyd. Eos-Verlag, Erzabtei St. Ottilien, 2002) pisze: „Zastanawiające jest, że właśnie przy papieżach Benedykcie XIV i Klemensie XIV, będących najbardziej skorymi do ustępstw na rzecz ducha czasu, nawiązuje się do Oświecenia. Program polityczny Benedykta XIV obliczony był na uzyskanie znośnych relacji z mocarstwami katolickimi poprzez życzliwą ustępliwość wobec ich etatyzmu kościelnego. Dla osiągnięcia tego celu poświęcił on także usprawiedliwione prerogatywy kościelne. Tymi ustępstwami nie okupiono jednak trwałego pokoju, bowiem przeciwieństwo było zbyt głębokie i nazbyt zasadniczej natury” (s. 70).

Oczywiście trzeba do tego zwięzłego komentarza dodać jedno ważne wyjaśnienie. Owe „katolickie mocarstwa” były takimi tylko z nazwy, podobnie jak dziś są takowymi środowiska pieczętujące się takim samym predykatem.

Zrozumiałe, że silne media liberalne mogą sobie na wiele pozwolić, także na stosowanie cenzury „w jedną stronę”. Stąd możliwy jest tak bezwzględny, niszczący atak na Radio Maryja i podobne jemu publikatory. Nie inaczej zresztą ma się rzecz z pozbawionym jakiegokolwiek umiaru, wręcz zdumiewającym poparciem owych liberalnych mediów dla przeciwników odnowy (PO), a zwalczanie na każdym kroku PiS-u i wszelkich prób zorganizowania życia społeczno-państwowego. Czy media te chcą za wszelką cenę, nawet za cenę dobra społecznego udowodnić, że są tą trzecią, a może w tym wydaniu nawet pierwszą, siłą w polityce? W dodatku te właśnie środowiska, tak rażąco stronnicze, wnoszą pretensje do polityków szukających poparcia mediów o. Rydzyka. Przecież przy największej nawet wyrozumiałości dla subiektywizmu, będącego naturalną przywarą człowieka, ale także obrazą dla racjonalnego myślenia, taki faryzeizm jest niepojęty.

Nie wiadomo, jak się skończy ta walka z „koncernem o. Rydzyka”, jak niekiedy nazywa się prowadzone przezeń dzieło, z pewnością niewolne od słabości i błędów, ale któż z ręką na sercu może powiedzieć, że ich nie popełnia? Zniszczenie tego przedsięwzięcia byłoby kolejnym „zwycięstwem rozumu” nad obskurantyzmem. W historii takich zwycięstw było już kilka, a każde z nich znaczyło zejście o stopień niżej w degradacji, już nie środków przekazu, ale wartości, które one zaprzepaściły na szkodę tych, którym powinny służyć w imię prawdy i rzetelnego jej kolportowania. Warto się zastanowić, przynajmniej powinni uczynić to ci, których umizgujący się do nich liberałowie nie oszczędzą, czy aby warto wylewać dziecko z kąpielą ? Sprawdzian szczerości intencji tych sojuszników być może stoi już ante portas. To film seryjny Popetown – miasto papieża, którego emisję zaczynają oprotestowywać katolicy niemieccy, a który mimo protestów wyświetlono w całości (10 części) w Nowej Zelandii. Przyjdzie on i do nas, jak wszystkie śmieci przywiane z Zachodu, i zobaczymy, z której strony podniesie się krzyk, iż takiego dzieła sztuki, obracającego w komedię wszystkie świętości, nie tylko katolików, ale w ogóle chrześcijan, nie można wzbronić komukolwiek. Przecież dorosły człowiek może, wręcz powinien, obejrzeć paszkwil na własną matkę. Wystarczy, że nazwie się go dziełem sztuki. Jeśli godzimy się na zakładanie kagańca komuś, kto zręcznie czy niezręcznie broni jednak słusznej sprawy, musimy już iść dalej tą samą drogą. Czego jeszcze będą wymagać jako zapłaty za kartę wstępu na nią? Warto o tym pomyśleć. Byle nie za późno.


Jan Paweł II Odnowiciel. •  Zygmunt Zieliński, W tym cała tajemnica. •  Józef Bizoń, PiS w Fundacji Batorego George’a Sorosa. •  Andrzej J. Horodecki, Śluby Jana Kazimierza jako odwołanie się Rzeczpospolitej do Prawa Naturalnego - fundamentu cywilizacji łaćińskiej. •  Andrzej Ruraż-Lipiński, To się nie uda. •  Jerzy Chodorowski, Nowa generacja "Białych plam" Czy Maciej Rataj był masonem?". •  Tadeusz Gerstenkorn, 8 marca i patriotyzm.
 •  Ks. Abp Kazimierz Majdański, Szczyty wielkości naszej Ojczyzny. •  Archiwum •  Redakcja


Powrót do strony głównej